Siedzieliśmy w parku dobrą godzinę, było dosyć chłodno, dlatego zabrałam ze sobą bluzę. Cieszę się, że tutaj w Londynie mi się układa. Znalazłam osobę, której mogę mówić o wszystkim. Jest ze mną również mój tata, którego bardzo kocham.
Wstaliśmy z ławki i udaliśmy się w kierunku ulicy. Z uśmiechem wymuszonym na twarzy szłam obok Leona. W sercu czułam się oszukana przez wszystkich. Tylko nie przez Leona. Czułam po prostu ból, wszystko przez Ally, która nic mi nie powiedziała. Po jakimś czasie, bym jej uwierzyła, naprawdę. Nie wiem dlaczego nic nie powiedziała. Dobra, ale muszę jakoś żyć. Zająć się tym co mam. Tymi osobami,na których mi zależy. Muszę doceniać to co mam.
Chodziliśmy jeszcze trochę, a wreszcie poszliśmy do Leona. Otworzył drzwi od dużego domu i zaprosił mnie do środka.
-Cześć mamo! jesteśmy.- krzyknął Leon. Ponieważ niby mówił już mamie, że przyjdziemy. Była naszykowana, zrobiła tosty, sałatki, które wyglądały pysznie, na białym, nowoczesnym stole.
-Dzień dobry. -powiedziałam do jego mamy, uśmiechając się.
-Witam Cię kochana, Ty pewnie jesteś Rose, tak?- zapytała.
-Owszem.- rzekłam jej.
Zasiedliśmy do stolu pełnego pyszności. Byłam bardzo głodna, jadłam obiad, ale jakoś chciało mi się jeść.
-Proszę, nakładajcie co chcecie. Mam nadzieję Rose, że lubisz tosty z ziołami i sałatki. - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Tak, oczywiście, uwielbiam je.- odpowiedziałam, nakładając sałatkę na talerz.
-Smacznego. - powiedział Leon, jego mama z resztą też.
Jedzenie było bardzo pyszne. Cieszę się, że mogłam spędzić u nich trochę czasu. Może jakoś ich rozweselić, mama Leona była sama, miała tylko jego. Z ojcem nie mają kontaktów ani nic. Współczuję im naprawdę, Leon to taki kochany chłopak, a musi przeżywać tak wiele. Jego mama jest również miłą i kochającą go kobietą. Chciałabym im pomóc najlepiej jak umiem, ale nic nie da się zrobić. Nadal nie rozumiem jak tata, mógł tak po prostu odejść od nich. Jak można nie mieć wyrzutów sumienia, jak? W końcu chyba musiał jakoś kochać mamę Leona skoro się z nią ożenił?Zadaję sobie ciągle to pytanie. Ludzie żenią się i rozchodzą. Dla nich słowa: Kocham Cię, 'i że Cię nie opuszczę aż do śmierci' są przereklamowane. To teraz już nic nie znaczące hasła. Naprawdę jestem zła czemu się tak dzieje. Dlaczego to przydaża się tak dobrym ludziom?Dlaczego muszą tak cierpieć..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
fajny :)
OdpowiedzUsuńwww.allex096.blogspot.com :)
dziękuje:)
Usuńchętnie poczytam Twój blog.