Pewnie był w depresji, w ogóle nic nie zjadł. Podeszłam do niego i zdjęłam lekko jego ręce z twarzy.
-Nie bądź smutny, bo ja też będę. Nie potrafię patrzeć na Ciebie w takim kiepskim stanie, wiesz o tym dobrze. Ja Ciebie rozumiem, ale chociaż zrób to dla mnie, nie możesz być cały czas taki - powiedziałam, po czym usiadłam koło niego przy kuchennym barku.
-Wiem Rose, ale to trudne. Staram się jakoś przestać myśleć o tym, ale nie mogę - odpowiedział mi.
Dobrze o tym wiem, co przeżył, że trudny jest mu wstać po tym wszystkim, ale on po prostu nie może się tak zadręczać. Gdy coś mu się stało nie wybaczyłabym sobie tego. Wiem, że stracił mamę, trudno jest mu żyć, pewnie ma najgorsze myśli, ale ja byłam tą jedyną osobą, która mogła pomóc mu się jeszcze pozbierać.
***
Zaproponowałam, abyśmy wyszli się przewietrzyć. Leon zgodził się, więc tylko wzięłam na siebie szarą wytartą bluze i włożyłam bordowe vans'y. Dzisiaj było dosyć ciepło, ale wiał zimny wiatr, jak to przeważnie w Londynie. Czułam się dziwnie, źle, nie wiedziałam co powiedzieć,żeby nie pogorszyć sytuacji.
Szliśmy przed siebie w strone parku, tam gdzie kiedyś się spotykaliśmy. Zawsze czuje się niezręcznie jak występuje cisza między nami. Więc postanowiłam się odezwać:
-Hej Leon, chcesz może kawe, możemy iść tutaj, jest pyszna, co Ty na to?- powiedziałam, niepewnie patrząc się na niego.
-Okay - odrzekł mi, słychać było w tym taki uroczy angielski akcent.
Weszliśmy do kawiarenki 'Coffe & milk' i zasiedliśmy do pięknego białego stolika, panował tam cudowny wystrój, który bardzo mi się spodobał. Wszystko białe, a dodatki czyli, kwiaty, serwetki, poduszki na krzesłach były fioletowe.
Podeszłam do lady i wzięłam z niej menu. Usiedliśmy przy stoliku i zastanawialiśmy się, co wybierzemy. Po około pięciu minutach zdecydowałam się na shake'a jagodowego. Natomiast Leon wybrał dla siebie czarną kawę, bez mleka. Pewnie dlatego, że był w kiepskim humorze, dużo nie spał i był zmęczony, kawa miała postawić go na nogi.
Odezwał się po chwili:
-Rose, będziesz zawsze?- odparł, przełykając łyk gorzkiej kawy.
-Dla ciebie będę zawsze, okay - zapewniłam go.
Uśmiechnął się tylko, a następnie wyszliśmy z kawiarni.
Szliśmy przez naszą dzielnice, którą uwielbiałam. Gdy już doszliśmy do mojego domu, ja weszłam po pięciu małych schodkach i otworzyłam drzwi. Leon został przed domem, ponieważ nie chciałam, aby tato zaczął zaraz całe przesłuchanie. Leon nie był na to gotowy, nie mogłam dlatego tego zrobić.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka..
-Rose to ty? - zapytał męski głos taty.
-Tsa..- Idę teraz wziąć szybki prysznic, przebiore się i wychodzę.
Pobiegłam na górę, aby tato nie zdążył zadać pytania. Weszłam do mojego pokoju, otworzyłam szafke i wyciągnęłam z niej koronkową bielizne,czarne rurki, białą podkoszulke w ananasy oraz krótkie skarpetki czyli stopki. Otworzyłam drzwi do łazienki, rzeczy położyłam na toaletce i weszłam do środka. Ściągnęłam ubrania i wzięłam szybki, głęboki prysznic. Ubrałam na siebie bielizne, ciuchy i wyszłam z łazienki. Wzięłam w ręke białe convers'y i ruszyłam na dół.
***
-Jesteś głodna? może zjesz obiad, prawie nic już nie jadasz w domu - powiedział tato.
Ja naprawdę nie byłam głodna przez te kilka dni, nie mogłam jeść, jak Leon był w takim stanie. Jeszcze muszę opowiedzieć tacie o wszystkim co się stało, on o niczym nie wiedział. Naprawdę bardzo się bałam, nie lubię mówić o smutnych i nieprzyjemnych dla mnie i dla moich bliskich rzeczach.
Postanowiłam, że zrobię to dzisiaj, całkiem wieczorem.
Wyszliśmy z Leonem ode mnie i poszliśmy załatwić wszystko związane z pogrzebem. Musieliśmy, nie mieliśmy innego wyjścia. W końcu mama miała tylko jego. No i chyba mnie..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania. :)
muza
środa, 16 lipca 2014
środa, 25 czerwca 2014
Rozdział 16
Usłyszałam coś takiego..
-Hej, Ty, młoda kobietko..mogę Cię przeprosić na chwilę.- wypowiedziane zostało to z ust lekarza.
-Tak, proszę.- oznajmiłam mu.
Nie wiedziałam po co przyszedł, ale Leon jeszcze spał. Pewnie jakieś wieści, może co z jego mamą. Miałam nadzieję, modliłam się, żeby tylko się jej polepszyło.
Nagle lekarz powiedział mi czy mogę się przesunąć..więc zrobiłam to, po czym usiadłam na drugim łóżku obok.
Leon otworzył oczy, chyba obudził go lekarz, rozmawiając ze mną. Miał mu coś pewnie do powiedzenia..
-Dzień dobry.
Czy są jakieś wieści, co z mamą?- zapytał z wielką troską.
-Hm, no ja właśnie w tej sprawie. Wiesz..no..wiesz, że z mamą nie było najlepiej..Ciągle była w śpiączce. Nic nie dało się zrobić. Wczoraj podłączyliśmy mamę pod urządzenia, akcja serca z początku była dobra, lecz później bardzo szybko się zmieniała..na gorsze, niestety. Nic nie możemy. To był tak silny wypadek, akurat dla Twojej mamy, że naprawdę 85% osób nie przeżyłoby takiego wypadku.
-Nie, proszę pana, na pewno się coś da!!! to niemożliwe, ja nie wierzę w to. W każde pana słowo. Nie, ja sobie tego nie daruję, to nie jest prawdą!- wykrzyczałam na lekarza.
-Czyli..tak?- powiedział mój kochany, płacząc.
-Niestety uwierz, nic się nam nie udało, nic kompletnie. Serce nie wytrzymało- Odpowiedział.
W pewnym momencie poczułam się jakby coś rozrywało mnie od środka. Łzy momentalnie, cały czas leciały mi po policzkach. To nie mogło być prawdą. Jego mama musi żyć. Ciągle widze te zakłamane mordy lekarzy. Zawsze wydawało i wydaję mi się, że oni mają jeszcze szanse na odratowanie osób, ale tego nie robią. Nie mogę patrzyć na niektórych takich fałszywców.
Nagle podeszłam do łóżka, na których leżał Leon, płakał. Łzy również spływały po jego twarzy..
Przytuliłam go jak najmocniej tylko umiałam. Dlaczego?
Pytam się dlaczego ciągle takie tragiczne rzeczy się mu przytrafiają? Są takie okropne osoby, a ciągle spełniają się im marzenia i są szczęśliwi. A ci zaś co są przykładem dobra, są odrzuceni przez los, ciągłe problemy. Dlaczego tak jest? Nie mogę tego pojąć.
*********************
Otworzyłam oczy i leżałam głową na Leonie. Chyba leżałam tak z dwie godziny, przynajmniej tak mi się wydaje. Na te dwie godzinki snu zapomniałam o wszytskim, co miało miejsce. Wreszcie gdy już się jakoś odtrząsnęłam z tego, powiedziałam..
-Leon.
-Tak?- powiedział, spoglądając na mnie zapłakanymi oczami.
-Wiesz o tym prawda..że masz mnie. Masz mojego tatę, masz Ed'a. Jesteśmy z Tobą zawsze. Ja nigdy, gdy nawet jakaś najgorsza rzecz stała by między nami, to ja zawsze będę z Tobą. Jesteś dla mnie najważniejszy, tak bardzo chcę Twojego szczęścia. Ale..niewiele mogę Ci go dać - Mówiłam.
-Wiem..dziękuję kochanie - rozpłakał się, po czym przytulił się do mnie.
-Ale dlaczego? Najwyraźniej tak musiało być, ciągle jestem wystawiany na próbę. Na ciężkie próby. Nie znam ojca, nie wiem kim jest. Teraz mama odeszła do..nie ma jej! Rozumiesz, umarła....
Przepraszam - dodał.
-Wiem, to wszystko cholernie niesprawiedliwe. Nie wiem jak mam ci pomóc. Nic nie mogę teraz zrobić. Dlaczego nie możesz być szczęśliwy! Tak bardzo Cię kocham. Oddałabym wszystko..swoje życie, abyś był szczęśliwy - powiedziałam wkurzona.
-Nie mów tak, głuptasie. Ja Ciebie kocham najbardziej na świecie. Umarłbym, gdybyś sobie coś zrobiła -
próbował się uśmiechać mówiąc to do mnie.
Kocham go tak bardzo. Wiele przeszedł. Teraz chcę być tylko z nim. Zawsze mu pomagać. Zrobie wszystko, żeby był szczęśliwy.
*********************
Z Leonem już coraz lepiej. Został wypisany ze szpitala.
Pomogłam spakować mu rzeczy. A on ubrał na siebie kurtkę i wziął w rękę torbę z rzeczami. Wyszliśmy, prawie przez całą drogę łzy spływały mi z twarzy, a tusz też. Wyglądałam jak wampir, chociaż Leon i tak mówił, że wyglądam pięknie. Taki kochany jest.
Poszliśmy razem do mojego domu. Tato był jeszcze w pracy, na szczęście, bo zaraz by się wszystkiego wypytywał. Poszłam się umyć i przebrać. Leon siedział na dole, zrobiłam mu tosty z serem i szynką. Gdy zeszłam na dół, Leon siedział oparty rękami o głowę.
-Hej, Ty, młoda kobietko..mogę Cię przeprosić na chwilę.- wypowiedziane zostało to z ust lekarza.
-Tak, proszę.- oznajmiłam mu.
Nie wiedziałam po co przyszedł, ale Leon jeszcze spał. Pewnie jakieś wieści, może co z jego mamą. Miałam nadzieję, modliłam się, żeby tylko się jej polepszyło.
Nagle lekarz powiedział mi czy mogę się przesunąć..więc zrobiłam to, po czym usiadłam na drugim łóżku obok.
Leon otworzył oczy, chyba obudził go lekarz, rozmawiając ze mną. Miał mu coś pewnie do powiedzenia..
-Dzień dobry.
Czy są jakieś wieści, co z mamą?- zapytał z wielką troską.
-Hm, no ja właśnie w tej sprawie. Wiesz..no..wiesz, że z mamą nie było najlepiej..Ciągle była w śpiączce. Nic nie dało się zrobić. Wczoraj podłączyliśmy mamę pod urządzenia, akcja serca z początku była dobra, lecz później bardzo szybko się zmieniała..na gorsze, niestety. Nic nie możemy. To był tak silny wypadek, akurat dla Twojej mamy, że naprawdę 85% osób nie przeżyłoby takiego wypadku.
-Nie, proszę pana, na pewno się coś da!!! to niemożliwe, ja nie wierzę w to. W każde pana słowo. Nie, ja sobie tego nie daruję, to nie jest prawdą!- wykrzyczałam na lekarza.
-Czyli..tak?- powiedział mój kochany, płacząc.
-Niestety uwierz, nic się nam nie udało, nic kompletnie. Serce nie wytrzymało- Odpowiedział.
W pewnym momencie poczułam się jakby coś rozrywało mnie od środka. Łzy momentalnie, cały czas leciały mi po policzkach. To nie mogło być prawdą. Jego mama musi żyć. Ciągle widze te zakłamane mordy lekarzy. Zawsze wydawało i wydaję mi się, że oni mają jeszcze szanse na odratowanie osób, ale tego nie robią. Nie mogę patrzyć na niektórych takich fałszywców.
Nagle podeszłam do łóżka, na których leżał Leon, płakał. Łzy również spływały po jego twarzy..
Przytuliłam go jak najmocniej tylko umiałam. Dlaczego?
Pytam się dlaczego ciągle takie tragiczne rzeczy się mu przytrafiają? Są takie okropne osoby, a ciągle spełniają się im marzenia i są szczęśliwi. A ci zaś co są przykładem dobra, są odrzuceni przez los, ciągłe problemy. Dlaczego tak jest? Nie mogę tego pojąć.
*********************
Otworzyłam oczy i leżałam głową na Leonie. Chyba leżałam tak z dwie godziny, przynajmniej tak mi się wydaje. Na te dwie godzinki snu zapomniałam o wszytskim, co miało miejsce. Wreszcie gdy już się jakoś odtrząsnęłam z tego, powiedziałam..
-Leon.
-Tak?- powiedział, spoglądając na mnie zapłakanymi oczami.
-Wiesz o tym prawda..że masz mnie. Masz mojego tatę, masz Ed'a. Jesteśmy z Tobą zawsze. Ja nigdy, gdy nawet jakaś najgorsza rzecz stała by między nami, to ja zawsze będę z Tobą. Jesteś dla mnie najważniejszy, tak bardzo chcę Twojego szczęścia. Ale..niewiele mogę Ci go dać - Mówiłam.
-Wiem..dziękuję kochanie - rozpłakał się, po czym przytulił się do mnie.
-Ale dlaczego? Najwyraźniej tak musiało być, ciągle jestem wystawiany na próbę. Na ciężkie próby. Nie znam ojca, nie wiem kim jest. Teraz mama odeszła do..nie ma jej! Rozumiesz, umarła....
Przepraszam - dodał.
-Wiem, to wszystko cholernie niesprawiedliwe. Nie wiem jak mam ci pomóc. Nic nie mogę teraz zrobić. Dlaczego nie możesz być szczęśliwy! Tak bardzo Cię kocham. Oddałabym wszystko..swoje życie, abyś był szczęśliwy - powiedziałam wkurzona.
-Nie mów tak, głuptasie. Ja Ciebie kocham najbardziej na świecie. Umarłbym, gdybyś sobie coś zrobiła -
próbował się uśmiechać mówiąc to do mnie.
Kocham go tak bardzo. Wiele przeszedł. Teraz chcę być tylko z nim. Zawsze mu pomagać. Zrobie wszystko, żeby był szczęśliwy.
*********************
Z Leonem już coraz lepiej. Został wypisany ze szpitala.
Pomogłam spakować mu rzeczy. A on ubrał na siebie kurtkę i wziął w rękę torbę z rzeczami. Wyszliśmy, prawie przez całą drogę łzy spływały mi z twarzy, a tusz też. Wyglądałam jak wampir, chociaż Leon i tak mówił, że wyglądam pięknie. Taki kochany jest.
Poszliśmy razem do mojego domu. Tato był jeszcze w pracy, na szczęście, bo zaraz by się wszystkiego wypytywał. Poszłam się umyć i przebrać. Leon siedział na dole, zrobiłam mu tosty z serem i szynką. Gdy zeszłam na dół, Leon siedział oparty rękami o głowę.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania. :)
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Rozdział 15
Czułam się naprawdę głupio, a ten lekarz powinien się gorzej głupio czuć. Czekałam z dziesięć minut, bo nie chciałam przyjść i rozczarować Leona. Wyszedł i powiedział:
-Co mówiłaś, a może to dzień dobry?- powiedział jakoś dziwnie, myśląc, że mnie zbeszta.
-Powiedziałam dla pana..wiadomości. I poprosiłam o wyniki i co jest z panią Smith. Tak trudno komuś pomóc.- odezwałam się naprawdę wkurzona i zirytowana nim.
-Dobra, już. Chodź, no więc.. jak wiesz pani Smith miała wypadek z synem. On ma niewiele obrażeń z których bez kłopotu wyjdzie. Natomiast jego matka jest w śpiączce i raczej w złym stanie..
-No ale..ale, co mam powiedzieć jej synowi? - mówiłam, przerywając.
-Słuchaj mała, ja nie wiem, ale raczej powiedz prawdę, albo słuchaj, ja pójdę i powiem mu, jak on ma..L..?
-Leon! proszę szybko iść do niego, jest tak samo zdenerwowany i się martwi jak ja.- odpowiedziałam.
Szybkim krokiem zaprowadziłam go do sali na której był Leon. Biedak, czekał tam w niecierpliwości. Wiem jak ja bym się czuła na jego miejscu. Zaraz lekarz miał mu powiedzieć o mamie, że jest w śpiączce..weszliśmy do środka, a mi łzy cisnęły się do oczu.
-Hm..Cześć Leon.- wyksztusił lekarz.
-Dzień dobry! wiadomo co z mamą?- powiedział biedny, podnosząc się z łóżka.
-Tak. Słuchaj..powiem szybko. Twoja mama nadal jest w śpiączce, nie budzi się za bardzo. Za pół godziny będzie więcej wiadomo. Muszę iść do kolejnego pacjenta.- powiedział i wyszedł po tchórzowsku.
Serio to nienawidzę takich osób, które cwaniaczą, a prawdy nawet bolesnej nie umieją powiedzieć. Jest dużo takich osób, ja osobiście bym też bała się powiedzieć, ale nie cwaniacze ani nic w tym stylu.
***************************************************
Lekarz wyszedł, zostawiając nas samych. Patrzyłam się dziwną miną na Leona.
-wiedziałaś?- zapytał.
-Niee, naprawdę dopiero teraz się dowiedziałam.- odparłam mu ze szczerością.
-Okej, rozumiem.- powiedział.
Postanowiłam jakoś zmienić ten nieprzyjemny temat.
-Ej słuchaj Leon, może przyniosę Ci jakieś owoce, chcesz?- zapytałam, lekko się do niego uśmiechając.
-W sumie jak możesz.- rzekł.
-Okej, to ja zaraz wrócę.- powiedziałam, idąc w stronę drzwi.
Poszłam do szpitalnego sklepiku, kupiłam w nim dwa soki pomarańczowe, dwie pomarańcze i trzy jabłka. Wzięłam też parę truskawek w małym pojemniczku. Postanowiłam kupić mu jeszcze jedną czekoladę na poprawę humoru. Miałam taką nadzieję, że poprawie mu humor.
Zabrałam wszystko, zapłaciłam, podziękowałam i poszłam jeszcze do automatu z kawą. Wzięłam ją, kosztowała jakieś 1euro, wzięłam najmocniejszą, chciałam, żeby postawiła mnie na nogi.
Udałam się w kierunku sali, w której był Leon.
-Hej kochany mój.. proszę- powiedziałam mu, kładając siatkę z rzeczami na mały stolik. Miałam nadzieję, że z mamą będzie lepiej, a ja jakoś postaram się poprawić Leonowi humor.
-Dziękuje Rosi naprawdę, moja kochana myszko. Tak się troszczysz, naprawdę dziękuje- Powiedział, po czym wziął mnie za rękę i mocno uścisnął.
-Oj.no nie ma za co!- uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Był taki kochany, biedny, martwił się o mamę, a miał jeszcze siłę na rozmowę ze mną.
-Może chcesz pójść spać? musisz odpocząć..a jest już 19- odparł Leon, zerkając na zegarek.
W sumie bardzo długo byłam w szpitalu, jakieś 5 godzin..Ale mimo wszystko chciałam być z Leonem w tej ciężkiej chwilii, wspierać go. W końcu jest dla mnie najważnieszy, kocham go najbardziej na świecie. Chciałabym, żeby był mega szczęśliwy, ale nic nie mogę na to poradzić, tyle co tylko jakieś małe rzeczy, które mogę dla niego zrobić. Chciałabym, aby miał tatę, lub chociaż poznał go, pokochał, żeby był szczęśliwy. Żeby z mamą było w porządku. Jeju.. czemu to takie niesprawiedliwe? Przecież on na to zasługuje jak nikt inny! Czemu.. naprawdę szkoda słów.
**********************************************
Obudziłam się rano..słyszałam głosy pielęgniarek. Otworzyłam oczy. Leżałam na krześlę w szpitalu..oparta głową o łóżko Leona. Byłam strasznie niewyspana, a głowa bolała mnie niesamowicie.
Spojrzałam na Leona, który słodko spał.
Nagle..usłyszałam donośny, drżący głos mężczyzny..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i komentowania!:)
-Co mówiłaś, a może to dzień dobry?- powiedział jakoś dziwnie, myśląc, że mnie zbeszta.
-Powiedziałam dla pana..wiadomości. I poprosiłam o wyniki i co jest z panią Smith. Tak trudno komuś pomóc.- odezwałam się naprawdę wkurzona i zirytowana nim.
-Dobra, już. Chodź, no więc.. jak wiesz pani Smith miała wypadek z synem. On ma niewiele obrażeń z których bez kłopotu wyjdzie. Natomiast jego matka jest w śpiączce i raczej w złym stanie..
-No ale..ale, co mam powiedzieć jej synowi? - mówiłam, przerywając.
-Słuchaj mała, ja nie wiem, ale raczej powiedz prawdę, albo słuchaj, ja pójdę i powiem mu, jak on ma..L..?
-Leon! proszę szybko iść do niego, jest tak samo zdenerwowany i się martwi jak ja.- odpowiedziałam.
Szybkim krokiem zaprowadziłam go do sali na której był Leon. Biedak, czekał tam w niecierpliwości. Wiem jak ja bym się czuła na jego miejscu. Zaraz lekarz miał mu powiedzieć o mamie, że jest w śpiączce..weszliśmy do środka, a mi łzy cisnęły się do oczu.
-Hm..Cześć Leon.- wyksztusił lekarz.
-Dzień dobry! wiadomo co z mamą?- powiedział biedny, podnosząc się z łóżka.
-Tak. Słuchaj..powiem szybko. Twoja mama nadal jest w śpiączce, nie budzi się za bardzo. Za pół godziny będzie więcej wiadomo. Muszę iść do kolejnego pacjenta.- powiedział i wyszedł po tchórzowsku.
Serio to nienawidzę takich osób, które cwaniaczą, a prawdy nawet bolesnej nie umieją powiedzieć. Jest dużo takich osób, ja osobiście bym też bała się powiedzieć, ale nie cwaniacze ani nic w tym stylu.
***************************************************
Lekarz wyszedł, zostawiając nas samych. Patrzyłam się dziwną miną na Leona.
-wiedziałaś?- zapytał.
-Niee, naprawdę dopiero teraz się dowiedziałam.- odparłam mu ze szczerością.
-Okej, rozumiem.- powiedział.
Postanowiłam jakoś zmienić ten nieprzyjemny temat.
-Ej słuchaj Leon, może przyniosę Ci jakieś owoce, chcesz?- zapytałam, lekko się do niego uśmiechając.
-W sumie jak możesz.- rzekł.
-Okej, to ja zaraz wrócę.- powiedziałam, idąc w stronę drzwi.
Poszłam do szpitalnego sklepiku, kupiłam w nim dwa soki pomarańczowe, dwie pomarańcze i trzy jabłka. Wzięłam też parę truskawek w małym pojemniczku. Postanowiłam kupić mu jeszcze jedną czekoladę na poprawę humoru. Miałam taką nadzieję, że poprawie mu humor.
Zabrałam wszystko, zapłaciłam, podziękowałam i poszłam jeszcze do automatu z kawą. Wzięłam ją, kosztowała jakieś 1euro, wzięłam najmocniejszą, chciałam, żeby postawiła mnie na nogi.
Udałam się w kierunku sali, w której był Leon.
-Hej kochany mój.. proszę- powiedziałam mu, kładając siatkę z rzeczami na mały stolik. Miałam nadzieję, że z mamą będzie lepiej, a ja jakoś postaram się poprawić Leonowi humor.
-Dziękuje Rosi naprawdę, moja kochana myszko. Tak się troszczysz, naprawdę dziękuje- Powiedział, po czym wziął mnie za rękę i mocno uścisnął.
-Oj.no nie ma za co!- uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Był taki kochany, biedny, martwił się o mamę, a miał jeszcze siłę na rozmowę ze mną.
-Może chcesz pójść spać? musisz odpocząć..a jest już 19- odparł Leon, zerkając na zegarek.
W sumie bardzo długo byłam w szpitalu, jakieś 5 godzin..Ale mimo wszystko chciałam być z Leonem w tej ciężkiej chwilii, wspierać go. W końcu jest dla mnie najważnieszy, kocham go najbardziej na świecie. Chciałabym, żeby był mega szczęśliwy, ale nic nie mogę na to poradzić, tyle co tylko jakieś małe rzeczy, które mogę dla niego zrobić. Chciałabym, aby miał tatę, lub chociaż poznał go, pokochał, żeby był szczęśliwy. Żeby z mamą było w porządku. Jeju.. czemu to takie niesprawiedliwe? Przecież on na to zasługuje jak nikt inny! Czemu.. naprawdę szkoda słów.
**********************************************
Obudziłam się rano..słyszałam głosy pielęgniarek. Otworzyłam oczy. Leżałam na krześlę w szpitalu..oparta głową o łóżko Leona. Byłam strasznie niewyspana, a głowa bolała mnie niesamowicie.
Spojrzałam na Leona, który słodko spał.
Nagle..usłyszałam donośny, drżący głos mężczyzny..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i komentowania!:)
sobota, 21 czerwca 2014
Rozdział 14
Byłam cała zdenerwowana, nie wiedziałam co zaraz z siebie wydusi. Bardzo się bałam. Wreszcie powiedział :
-Słuchaj Rose. Leon jest w szpitalu ze swoją mamą.- powiedział mi, jakby dalej nie mógł kontynuować.
Moja mina była dosłownie przerażona, a cała twarz mi zbladła..
-Co? Ed, mów co jest!! Co się stało, oni żyją prawda!?- krzyczałam głośno. Denerwował mnie tym, że kompletnie nic mi nie mówił.
Po bardzo długiej dla mnie chwili powiedział..
-Spokojnie..oboje są w szpitalu, 30 km stąd. Mieli wczoraj wypadek. Nie mogłem Ci zadzwonić, bo od razu, gdy przyjechaliśmy musiałem tam być z nimi. Później zabrali nam telefon.- naprawdę dziwny był ten lekarz. Więc ja wróciłem do swojego domu, a później tu. Leon dał mi klucze. Przyjechałem tu i zaraz miałem Cię o tym poinformować.
-Co?Nie!..ale jak to, czemu Leon nie dzwonił, w jakim jest stanie? A jego mama? szybko mów!- krzyczałam na niego dalej.
-Uspokój się dziewczyno. Leon ma tylko kilka obrażeń i złamaną rękę, lecz z jego mamą jest nie najlepiej. Prowadziła samochód i nadal jest w śpiączce, budzi się chwilami, ale rzadko.
Moje serce zamarło, tak bardzo się bałam o Leona i jego mamę. Miał tylko ją, a ona jego..
-Szybko, ruchy Ed! jedziemy tam, już, no szybko..!
Ed nie miał jeszcze prawka, więc musieliśmy jechać cholernym autobusem. Tak długo na niego czekaliśmy, że miałam ochotę iść tam pieszo 30 km, ale Ed mnie uspokajał.
Gdy podjechał.. wsiadłam bardzo szybko, a Ed za mną, kupując dwa bilety.
***************************************************
Wreszcie dojechaliśmy pod szpital. Otworzyłam drzwi i kazałam Ed'owi, aby zaprowadził mnie do lekarza lub na sale, na której jest Leon. Szliśmy długim korytarzem, aż wreszcie dotarliśmy pod sale nr 16..
Ed otworzył mi drzwi, i powiedział, abym weszła.
Bardzo się bałam, wiem, niby nie miałam czego. Ale strasznie się bałam, również patrzyć na Leona w takim stanie.
Na sali ujrzałam Leona leżącego na łóżku. Nie zastanawiając się, podleciałam do niego.
-Leon.. jak się czujesz? matkoo..dopiero dzisiaj się o wszystkim dowiedziałam.
-Hej Rose, nie za dobrze..ale boję się o mamę. Zapytasz się lekarza co z nią? Zawołasz go?- zapytał.
-Tak.- oznajmiłam, wychodząc na korytarz.
-Dzień dobry. Może pan tu podejść. Co z panią Smith ?.. -zapytałam lekarza z niepokojem.
Lekarz zignorował mnie i poszedł do gabinetu..
-Słuchaj Rose. Leon jest w szpitalu ze swoją mamą.- powiedział mi, jakby dalej nie mógł kontynuować.
Moja mina była dosłownie przerażona, a cała twarz mi zbladła..
-Co? Ed, mów co jest!! Co się stało, oni żyją prawda!?- krzyczałam głośno. Denerwował mnie tym, że kompletnie nic mi nie mówił.
Po bardzo długiej dla mnie chwili powiedział..
-Spokojnie..oboje są w szpitalu, 30 km stąd. Mieli wczoraj wypadek. Nie mogłem Ci zadzwonić, bo od razu, gdy przyjechaliśmy musiałem tam być z nimi. Później zabrali nam telefon.- naprawdę dziwny był ten lekarz. Więc ja wróciłem do swojego domu, a później tu. Leon dał mi klucze. Przyjechałem tu i zaraz miałem Cię o tym poinformować.
-Co?Nie!..ale jak to, czemu Leon nie dzwonił, w jakim jest stanie? A jego mama? szybko mów!- krzyczałam na niego dalej.
-Uspokój się dziewczyno. Leon ma tylko kilka obrażeń i złamaną rękę, lecz z jego mamą jest nie najlepiej. Prowadziła samochód i nadal jest w śpiączce, budzi się chwilami, ale rzadko.
Moje serce zamarło, tak bardzo się bałam o Leona i jego mamę. Miał tylko ją, a ona jego..
-Szybko, ruchy Ed! jedziemy tam, już, no szybko..!
Ed nie miał jeszcze prawka, więc musieliśmy jechać cholernym autobusem. Tak długo na niego czekaliśmy, że miałam ochotę iść tam pieszo 30 km, ale Ed mnie uspokajał.
Gdy podjechał.. wsiadłam bardzo szybko, a Ed za mną, kupując dwa bilety.
***************************************************
Wreszcie dojechaliśmy pod szpital. Otworzyłam drzwi i kazałam Ed'owi, aby zaprowadził mnie do lekarza lub na sale, na której jest Leon. Szliśmy długim korytarzem, aż wreszcie dotarliśmy pod sale nr 16..
Ed otworzył mi drzwi, i powiedział, abym weszła.
Bardzo się bałam, wiem, niby nie miałam czego. Ale strasznie się bałam, również patrzyć na Leona w takim stanie.
Na sali ujrzałam Leona leżącego na łóżku. Nie zastanawiając się, podleciałam do niego.
-Leon.. jak się czujesz? matkoo..dopiero dzisiaj się o wszystkim dowiedziałam.
-Hej Rose, nie za dobrze..ale boję się o mamę. Zapytasz się lekarza co z nią? Zawołasz go?- zapytał.
-Tak.- oznajmiłam, wychodząc na korytarz.
-Dzień dobry. Może pan tu podejść. Co z panią Smith ?.. -zapytałam lekarza z niepokojem.
Lekarz zignorował mnie i poszedł do gabinetu..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i komentowania.
piątek, 20 czerwca 2014
Rozdział 13
Wysiedliśmy razem z autobusu, udając się w kierunku mojego domu. Leon odprowadził mnie, a później sam poszedł do swojego domu.
Byłam dzisiaj zmęczona tym wszystkim, najchętniej rzuciłabym tym wszystkim i się rozpłakała. Mam dość Ally, nie chce o tym myśleć, że mam siostrę. Nie chce myśleć o tych błędach, które popełniła moja mama. Jak ona tak mogła, to pytanie ciągle mnie męczy. Nie mogę spać, nawet zaczynam mniej jeść przez to wszystko. Jestem zła na wszystkich, muszę mieć więcej czasu. Nie wybaczę jej tak od razu. Ciężko mi, niedawno się tu przeprowadziłam i nagle dowiaduje się, że mam siostrę. No proszę, ale jak, ale co. Muszę mieć ciszę i spokój. Muszę to poukładać.
Przyszłam do domu, od razu się wykąpałam i ubrałam w wygodnie ciuchy. Ubrałam topik, a na to luźną bluze i legginsy. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Szybko powędrowałam do swojego pokoju. Zabrałam muffin'y z kuchni na małym talerzyku, oraz wodę. Wzięłam wszystko do pokoju. Otworzyłam laptopa i usiadłam wygodnie w łóżku. Postanowiłam, że dzisiejszy wieczór spędzę w domu. Sprawdziłam facebook'a i pocztę oraz kilka innych rzeczy. Poszukałam ciekawego filmu i włączyłam sobie go. Last Song- taki film wybrałam, oglądałam już go parę razy, ale bardzo go lubię. Oglądałam go, jedząc muffinki i myśląc nad wszystkim.
Gdy go oglądnęłam poczułam się dosyć źle, więc postanowiłam się położyć. Nie wiedząc kiedy- zasnęłam.
****************************************
Obudziłam się po godzinie 10. Szybko poszłam do szafki i wyciągnęłam z niej czarną bluzkę z napisem 'dreamer' i szare legginsy. Poszłam się umyć i przebrać. Rozpuściłam i dokładnie rozczesałam swoje włosy, a później poszłam je lekko wyprostować. Wzięłam w ręce czarną torbe, i zeszłam na dół. Nie zjadłam nawet śniadania. Byłam przygnębiona tym wszystkim. Ubrałam czarne vans'y i wyszłam z domu.
*****************************************
Gdy byłam już w autobusie, wyciągnęłam słuchawki i słuchałam muzyki. Zawsze tak robię, gdy jest mi źle. Jechałam i jechałam. Czekałam, że Leon niebawem się zjawi, ale tak się nie stało. Nie stało się też tak w szkole, czekałam przez wszystkie lekcje. Myślałam, że tylko zaspał. Martwiłam się naprawdę. Wreszcie wyszłam z tej nudnej szkoły. Poszłam na autobus i od razu pojechałam nim pod dom Leona. Dzwoniłam do Niego, nie odpowiadał ani nic. Nie miałam wyjścia- pojechałam.
Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi..stanął w nich Ed, kolega ze szkoły. Przyjaciel Leona-tak mi się wydaje. Od razu zapytałam.
-Hej! Ed, co się dzieje, mów! Gdzie Leon? Co się z nim dzieje?- krzyknęłam.
Dziwnie popatrzył się na mnie..
Bardzo się bałam, najbardziej, nigdy tak nie miałam jak do tej chwili. Wreszcie Ed wziął oddech i wydusił z siebie takie słowa..
*Jeżeli podoba Ci się mój bloga to zapraszam do czytania i do komentowania.
Byłam dzisiaj zmęczona tym wszystkim, najchętniej rzuciłabym tym wszystkim i się rozpłakała. Mam dość Ally, nie chce o tym myśleć, że mam siostrę. Nie chce myśleć o tych błędach, które popełniła moja mama. Jak ona tak mogła, to pytanie ciągle mnie męczy. Nie mogę spać, nawet zaczynam mniej jeść przez to wszystko. Jestem zła na wszystkich, muszę mieć więcej czasu. Nie wybaczę jej tak od razu. Ciężko mi, niedawno się tu przeprowadziłam i nagle dowiaduje się, że mam siostrę. No proszę, ale jak, ale co. Muszę mieć ciszę i spokój. Muszę to poukładać.
Przyszłam do domu, od razu się wykąpałam i ubrałam w wygodnie ciuchy. Ubrałam topik, a na to luźną bluze i legginsy. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Szybko powędrowałam do swojego pokoju. Zabrałam muffin'y z kuchni na małym talerzyku, oraz wodę. Wzięłam wszystko do pokoju. Otworzyłam laptopa i usiadłam wygodnie w łóżku. Postanowiłam, że dzisiejszy wieczór spędzę w domu. Sprawdziłam facebook'a i pocztę oraz kilka innych rzeczy. Poszukałam ciekawego filmu i włączyłam sobie go. Last Song- taki film wybrałam, oglądałam już go parę razy, ale bardzo go lubię. Oglądałam go, jedząc muffinki i myśląc nad wszystkim.
Gdy go oglądnęłam poczułam się dosyć źle, więc postanowiłam się położyć. Nie wiedząc kiedy- zasnęłam.
****************************************
Obudziłam się po godzinie 10. Szybko poszłam do szafki i wyciągnęłam z niej czarną bluzkę z napisem 'dreamer' i szare legginsy. Poszłam się umyć i przebrać. Rozpuściłam i dokładnie rozczesałam swoje włosy, a później poszłam je lekko wyprostować. Wzięłam w ręce czarną torbe, i zeszłam na dół. Nie zjadłam nawet śniadania. Byłam przygnębiona tym wszystkim. Ubrałam czarne vans'y i wyszłam z domu.
*****************************************
Gdy byłam już w autobusie, wyciągnęłam słuchawki i słuchałam muzyki. Zawsze tak robię, gdy jest mi źle. Jechałam i jechałam. Czekałam, że Leon niebawem się zjawi, ale tak się nie stało. Nie stało się też tak w szkole, czekałam przez wszystkie lekcje. Myślałam, że tylko zaspał. Martwiłam się naprawdę. Wreszcie wyszłam z tej nudnej szkoły. Poszłam na autobus i od razu pojechałam nim pod dom Leona. Dzwoniłam do Niego, nie odpowiadał ani nic. Nie miałam wyjścia- pojechałam.
Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi..stanął w nich Ed, kolega ze szkoły. Przyjaciel Leona-tak mi się wydaje. Od razu zapytałam.
-Hej! Ed, co się dzieje, mów! Gdzie Leon? Co się z nim dzieje?- krzyknęłam.
Dziwnie popatrzył się na mnie..
Bardzo się bałam, najbardziej, nigdy tak nie miałam jak do tej chwili. Wreszcie Ed wziął oddech i wydusił z siebie takie słowa..
*Jeżeli podoba Ci się mój bloga to zapraszam do czytania i do komentowania.
czwartek, 19 czerwca 2014
Rozdział 12
Wstałam i dalej rozkminiałam o tym co wczoraj. Ah..nie rozumiem tej całej fałszywości ludzi. Ale cóż..pozbierałam się z łóżka do łazienki. Umyłam i ubrałam, lekko pomalowałam. Włożyłam na siebie t-shirt, który kupiłam w zeszłą sobotę z tatą. Była to taka zwykła granatowa bluzka, bardziej luźna, takie lubię. Było dosyć ciepło, dlatego postanowiłam założyć białe szorty w czarne główki myszki mickey. Na nogi szybko włożyłam krótkie białe conversy. Włosy rozpuściłam- było wyjątkowo dziś puszyste.
Pośpiesznie zeszłam po schodach. Na dole zrobiłam sobie dwa tosty, które popiłam szybko zimną herbatą. Gdy byłam gotowa wyszłam z domu. Przez całą drogę myślałam nad wszystkim. Autobus podjechał.. -wsiadłam i zakupiłam bilet ulgowy. Usiadłam na wolne miejsce, a następnie włożyłam do prawego ucha tunel, którego wcześniej nie zdążyłam włożyć do drugiego ucha. Kierowca zatrzymał się na trzecim przystanku. Gdy nagle ujrzałam, że do autobusu wchodzi Ally. Byłam zdenerwowana.
-Hej, mogę usiąść tu?- zapytała z niewyraźną miną.
-Ta.- burknęłam jej po prostu. Według mnie nie zasługiwała na szacunek i tak byłam za dobra dla wszystkich, tylko nie dla Leona.Tu było na odwrót, ja nie zasługiwałam na niego.
-Słuchaj Rose, pozwól mi się jakoś wytłumaczyć. Ja dowiedziałam się dopiero teraz, nie zdążyłam Ci jeszcze tego powiedzieć, nie wiedziałam jak, Rose!- powiedziała.-Jesteś jakaś głupia czy jak, nie rozumiesz, że nie miałam kiedy?-dodała.
Nagle usłyszałam delikatny i znajomy mi głos.
-Zostaw ją Ally, słyszysz, ona potrzubuje czasu, a nie. Ty ją tylko ciągle z tym męczysz, daj jej czas!- powiedział, tak był to Leon. Mój kochany.
-Oo tak, widzę, że fajnego sobie chłopaka znalazłaś, od siedmiu boleści! Lepiej na niego uważaj.- powiedziała to ta głupia, nawet nie wiem jak już mówić, nie chce nazywać Ally-siostrą.
-Zostaw go! Mścisz się tylko za to, bo był mądrzejszy od Ciebie i coś uzyskał, ciężką pracą. Daruj sobie Ally. Naprawdę!- krzyknęłam jej.
-Tak, jasne.- powiedziała z zażenowaniem.
Wkurzała mnie naprawdę, przecież poznałam Leona, jest wyjątkowy. Czuję, że mogę mu ufać, a to rzadko mi się zdaża. Opiekuje się mną, jest przy mnie. Tęsknie za przyjaciółkami, ale na wakacjach przyjadą, tym się pocieszam. Kocham Leona, mogę na nim polegać, gadać z nim i w ogóle. Nie wyobrażam sobie inaczej. Przecież chyba nie bawił się moimi uczuciami. Wydaje mi się, że Ally była po prostu taka bezczelna z zazdrości, najprawdopodobniej. Przyjaźniła się kiedyś z Leonem i dobrze wiedziała, że jest on osobą, której można ufać. Poniosła porażkę i nie mogła przyznać, że Leon był lepszy od niej. Po prostu nie umię przegrywać.
-Do widzenia.-powiedziałam do kierowcy.
-Dzięki, do widzenia.- odparł Leon, wychodząc za mną.
Pośpiesznie zeszłam po schodach. Na dole zrobiłam sobie dwa tosty, które popiłam szybko zimną herbatą. Gdy byłam gotowa wyszłam z domu. Przez całą drogę myślałam nad wszystkim. Autobus podjechał.. -wsiadłam i zakupiłam bilet ulgowy. Usiadłam na wolne miejsce, a następnie włożyłam do prawego ucha tunel, którego wcześniej nie zdążyłam włożyć do drugiego ucha. Kierowca zatrzymał się na trzecim przystanku. Gdy nagle ujrzałam, że do autobusu wchodzi Ally. Byłam zdenerwowana.
-Hej, mogę usiąść tu?- zapytała z niewyraźną miną.
-Ta.- burknęłam jej po prostu. Według mnie nie zasługiwała na szacunek i tak byłam za dobra dla wszystkich, tylko nie dla Leona.Tu było na odwrót, ja nie zasługiwałam na niego.
-Słuchaj Rose, pozwól mi się jakoś wytłumaczyć. Ja dowiedziałam się dopiero teraz, nie zdążyłam Ci jeszcze tego powiedzieć, nie wiedziałam jak, Rose!- powiedziała.-Jesteś jakaś głupia czy jak, nie rozumiesz, że nie miałam kiedy?-dodała.
Nagle usłyszałam delikatny i znajomy mi głos.
-Zostaw ją Ally, słyszysz, ona potrzubuje czasu, a nie. Ty ją tylko ciągle z tym męczysz, daj jej czas!- powiedział, tak był to Leon. Mój kochany.
-Oo tak, widzę, że fajnego sobie chłopaka znalazłaś, od siedmiu boleści! Lepiej na niego uważaj.- powiedziała to ta głupia, nawet nie wiem jak już mówić, nie chce nazywać Ally-siostrą.
-Zostaw go! Mścisz się tylko za to, bo był mądrzejszy od Ciebie i coś uzyskał, ciężką pracą. Daruj sobie Ally. Naprawdę!- krzyknęłam jej.
-Tak, jasne.- powiedziała z zażenowaniem.
Wkurzała mnie naprawdę, przecież poznałam Leona, jest wyjątkowy. Czuję, że mogę mu ufać, a to rzadko mi się zdaża. Opiekuje się mną, jest przy mnie. Tęsknie za przyjaciółkami, ale na wakacjach przyjadą, tym się pocieszam. Kocham Leona, mogę na nim polegać, gadać z nim i w ogóle. Nie wyobrażam sobie inaczej. Przecież chyba nie bawił się moimi uczuciami. Wydaje mi się, że Ally była po prostu taka bezczelna z zazdrości, najprawdopodobniej. Przyjaźniła się kiedyś z Leonem i dobrze wiedziała, że jest on osobą, której można ufać. Poniosła porażkę i nie mogła przyznać, że Leon był lepszy od niej. Po prostu nie umię przegrywać.
-Do widzenia.-powiedziałam do kierowcy.
-Dzięki, do widzenia.- odparł Leon, wychodząc za mną.
*Jeżeli podoba Ci się mój bloga to zapraszam do czytania i do komentowania.
środa, 18 czerwca 2014
Rozdział 11
Siedzieliśmy w parku dobrą godzinę, było dosyć chłodno, dlatego zabrałam ze sobą bluzę. Cieszę się, że tutaj w Londynie mi się układa. Znalazłam osobę, której mogę mówić o wszystkim. Jest ze mną również mój tata, którego bardzo kocham.
Wstaliśmy z ławki i udaliśmy się w kierunku ulicy. Z uśmiechem wymuszonym na twarzy szłam obok Leona. W sercu czułam się oszukana przez wszystkich. Tylko nie przez Leona. Czułam po prostu ból, wszystko przez Ally, która nic mi nie powiedziała. Po jakimś czasie, bym jej uwierzyła, naprawdę. Nie wiem dlaczego nic nie powiedziała. Dobra, ale muszę jakoś żyć. Zająć się tym co mam. Tymi osobami,na których mi zależy. Muszę doceniać to co mam.
Chodziliśmy jeszcze trochę, a wreszcie poszliśmy do Leona. Otworzył drzwi od dużego domu i zaprosił mnie do środka.
-Cześć mamo! jesteśmy.- krzyknął Leon. Ponieważ niby mówił już mamie, że przyjdziemy. Była naszykowana, zrobiła tosty, sałatki, które wyglądały pysznie, na białym, nowoczesnym stole.
-Dzień dobry. -powiedziałam do jego mamy, uśmiechając się.
-Witam Cię kochana, Ty pewnie jesteś Rose, tak?- zapytała.
-Owszem.- rzekłam jej.
Zasiedliśmy do stolu pełnego pyszności. Byłam bardzo głodna, jadłam obiad, ale jakoś chciało mi się jeść.
-Proszę, nakładajcie co chcecie. Mam nadzieję Rose, że lubisz tosty z ziołami i sałatki. - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Tak, oczywiście, uwielbiam je.- odpowiedziałam, nakładając sałatkę na talerz.
-Smacznego. - powiedział Leon, jego mama z resztą też.
Jedzenie było bardzo pyszne. Cieszę się, że mogłam spędzić u nich trochę czasu. Może jakoś ich rozweselić, mama Leona była sama, miała tylko jego. Z ojcem nie mają kontaktów ani nic. Współczuję im naprawdę, Leon to taki kochany chłopak, a musi przeżywać tak wiele. Jego mama jest również miłą i kochającą go kobietą. Chciałabym im pomóc najlepiej jak umiem, ale nic nie da się zrobić. Nadal nie rozumiem jak tata, mógł tak po prostu odejść od nich. Jak można nie mieć wyrzutów sumienia, jak? W końcu chyba musiał jakoś kochać mamę Leona skoro się z nią ożenił?Zadaję sobie ciągle to pytanie. Ludzie żenią się i rozchodzą. Dla nich słowa: Kocham Cię, 'i że Cię nie opuszczę aż do śmierci' są przereklamowane. To teraz już nic nie znaczące hasła. Naprawdę jestem zła czemu się tak dzieje. Dlaczego to przydaża się tak dobrym ludziom?Dlaczego muszą tak cierpieć..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Wstaliśmy z ławki i udaliśmy się w kierunku ulicy. Z uśmiechem wymuszonym na twarzy szłam obok Leona. W sercu czułam się oszukana przez wszystkich. Tylko nie przez Leona. Czułam po prostu ból, wszystko przez Ally, która nic mi nie powiedziała. Po jakimś czasie, bym jej uwierzyła, naprawdę. Nie wiem dlaczego nic nie powiedziała. Dobra, ale muszę jakoś żyć. Zająć się tym co mam. Tymi osobami,na których mi zależy. Muszę doceniać to co mam.
Chodziliśmy jeszcze trochę, a wreszcie poszliśmy do Leona. Otworzył drzwi od dużego domu i zaprosił mnie do środka.
-Cześć mamo! jesteśmy.- krzyknął Leon. Ponieważ niby mówił już mamie, że przyjdziemy. Była naszykowana, zrobiła tosty, sałatki, które wyglądały pysznie, na białym, nowoczesnym stole.
-Dzień dobry. -powiedziałam do jego mamy, uśmiechając się.
-Witam Cię kochana, Ty pewnie jesteś Rose, tak?- zapytała.
-Owszem.- rzekłam jej.
Zasiedliśmy do stolu pełnego pyszności. Byłam bardzo głodna, jadłam obiad, ale jakoś chciało mi się jeść.
-Proszę, nakładajcie co chcecie. Mam nadzieję Rose, że lubisz tosty z ziołami i sałatki. - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Tak, oczywiście, uwielbiam je.- odpowiedziałam, nakładając sałatkę na talerz.
-Smacznego. - powiedział Leon, jego mama z resztą też.
Jedzenie było bardzo pyszne. Cieszę się, że mogłam spędzić u nich trochę czasu. Może jakoś ich rozweselić, mama Leona była sama, miała tylko jego. Z ojcem nie mają kontaktów ani nic. Współczuję im naprawdę, Leon to taki kochany chłopak, a musi przeżywać tak wiele. Jego mama jest również miłą i kochającą go kobietą. Chciałabym im pomóc najlepiej jak umiem, ale nic nie da się zrobić. Nadal nie rozumiem jak tata, mógł tak po prostu odejść od nich. Jak można nie mieć wyrzutów sumienia, jak? W końcu chyba musiał jakoś kochać mamę Leona skoro się z nią ożenił?Zadaję sobie ciągle to pytanie. Ludzie żenią się i rozchodzą. Dla nich słowa: Kocham Cię, 'i że Cię nie opuszczę aż do śmierci' są przereklamowane. To teraz już nic nie znaczące hasła. Naprawdę jestem zła czemu się tak dzieje. Dlaczego to przydaża się tak dobrym ludziom?Dlaczego muszą tak cierpieć..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 10
Wróciłam ze szkoły, otworzyłam drzwi kluczem. W domu nikogo nie było, tato był w pracy. Teraz ma masę roboty w firmie, ale jakoś nie brakuję nam nawet czasu, spędzonego razem. Świetnie mi się z nim mieszka, lepiej niż z mamą, która ciągle robi awantury.
Ściągnęłam buty i poszłam umyć ręce. Odgrzałam sobie w piekarniku ziemniaki z serem i ziołami. Zjadłam obiadek ze smakiem, a do picia nalałam sobie wody cytrynowej. Poszłam szybko na górę, rzuciłam plecakiem na łóżko. Wypakowałam rzeczy i spakowałam się na jutro. Chwyciłam szybko za telefon i wybrałam numer do Leona.
-Czeeść Leon.- powiedziałam, uśmiechając się do telefonu.
-Heej.- powiedział.
Postanowiłam, że zapytam go, czy dziś spędzimy dzień razem.
-Pomyślałam, że dzisiaj pójdziemy gdzieś razem.
-Jasne, tak kochana. -odparł.
-Okej, to do zobaczenia i widzimy się o 17?- dodałam.
-Tak, może być, mi pasuję. Na razie, całuje.- odpowiedział Leon.
-Ja Ciebie też, pa!- rzekłam, kończąc rozmowe telefoniczną.
Byłam zadowolna, bo dzisiejszy dzień był dosyć dobry. Przynajmniej szkoła oraz moje relacje z Leonem.
Poszłam się odświeżyć przed naszym wyjściem. Weszłam do łazienki, związałam włosy, gumką, którą miałam na ręce. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Umyłam się, a następnie włożyłam na siebie kolorową koszulkę na szelkach, białe szorty, a na nogi bordowe vans'y. Lubię bardzo te buty, nie dość, że są urocze, to bardzo wygodne. Pomalowałam się, podkręciłam moje rzęsy, najładniejszym tuszem. A włosy rozpuściłam i rozczesałam dokładnie. Były świeże, spięłam je lekko do góry spinką. Byłam gotowa, wzięłam jeszcze tylko mój plecak vintage, który był najwygodniejszy, aby nosić w nim różne rzeczy. Zabrałam do niego potrzebne rzeczy i wyszłam z domu{..}
Gdy tak szłam, napotkałam na mojej drodze Ally.
-Hej Rose. Jak się masz?- zapytała,jakby nigdy nic.
-Cześć, dobrze.- odpowiedziałam jej.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, dlaczego? Przecież o tym, wiedziałaś prawda? Proszę nie zmieniaj mi teraz tematu. Czy moja.. i Twoja mama (wydusiłam to z siebie) wtedy w Londynie, poznała Twojego tatę i..
nie skończyłam. Nie mogłam dosłownie.
-Wybacz mi. Ja też dowiedziałam się dopiero od mamy, że mam siostrę. Nie wiedziałam, wybacz Rose naprawdę.- mówiła z przekonującą miną.
No dobra, może i nie wiedziała od samego początku, ale mogła coś powiedzieć. Pewnie bym jej nie wierzyła, ale po przemyśleniach uwierzyłabym. Naprawdę nie rozumiem tych ludzi. Ciężko jest mi bardzo, oni nie rozumieją ile ja przez to przeżywam, ile nie przespanych nocy, płaczu, ran..
Powiedziałam jej, wygarnęłam po prostu i poszłam.. Ally próbowała mnie zatrzymać, lecz nie dałam jej tego zrobić.
***********************
Z Leonem byliśmy umówieni w parku. Prędko opowiedziałam mu o wszystkim, co miało wcześniej zdarzenie. Słuchał mnie z zaciekawieniem. Pocieszał mnie, bo byłam dosyć mocno zdenerwowana. Usiedliśmy na ławce, objął mnie i mówił, że wszytko będzie dobrze. Uwielbiałam, gdy tak robił. Pocieszał mnie, gdy miałam zły dzień, lub byłam zdenerwowana. Czułam, że mogę wszystko. Z nim świat wydawał się taki łatwy i piękny.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Ściągnęłam buty i poszłam umyć ręce. Odgrzałam sobie w piekarniku ziemniaki z serem i ziołami. Zjadłam obiadek ze smakiem, a do picia nalałam sobie wody cytrynowej. Poszłam szybko na górę, rzuciłam plecakiem na łóżko. Wypakowałam rzeczy i spakowałam się na jutro. Chwyciłam szybko za telefon i wybrałam numer do Leona.
-Czeeść Leon.- powiedziałam, uśmiechając się do telefonu.
-Heej.- powiedział.
Postanowiłam, że zapytam go, czy dziś spędzimy dzień razem.
-Pomyślałam, że dzisiaj pójdziemy gdzieś razem.
-Jasne, tak kochana. -odparł.
-Okej, to do zobaczenia i widzimy się o 17?- dodałam.
-Tak, może być, mi pasuję. Na razie, całuje.- odpowiedział Leon.
-Ja Ciebie też, pa!- rzekłam, kończąc rozmowe telefoniczną.
Byłam zadowolna, bo dzisiejszy dzień był dosyć dobry. Przynajmniej szkoła oraz moje relacje z Leonem.
Poszłam się odświeżyć przed naszym wyjściem. Weszłam do łazienki, związałam włosy, gumką, którą miałam na ręce. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Umyłam się, a następnie włożyłam na siebie kolorową koszulkę na szelkach, białe szorty, a na nogi bordowe vans'y. Lubię bardzo te buty, nie dość, że są urocze, to bardzo wygodne. Pomalowałam się, podkręciłam moje rzęsy, najładniejszym tuszem. A włosy rozpuściłam i rozczesałam dokładnie. Były świeże, spięłam je lekko do góry spinką. Byłam gotowa, wzięłam jeszcze tylko mój plecak vintage, który był najwygodniejszy, aby nosić w nim różne rzeczy. Zabrałam do niego potrzebne rzeczy i wyszłam z domu{..}
Gdy tak szłam, napotkałam na mojej drodze Ally.
-Hej Rose. Jak się masz?- zapytała,jakby nigdy nic.
-Cześć, dobrze.- odpowiedziałam jej.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, dlaczego? Przecież o tym, wiedziałaś prawda? Proszę nie zmieniaj mi teraz tematu. Czy moja.. i Twoja mama (wydusiłam to z siebie) wtedy w Londynie, poznała Twojego tatę i..
nie skończyłam. Nie mogłam dosłownie.
-Wybacz mi. Ja też dowiedziałam się dopiero od mamy, że mam siostrę. Nie wiedziałam, wybacz Rose naprawdę.- mówiła z przekonującą miną.
No dobra, może i nie wiedziała od samego początku, ale mogła coś powiedzieć. Pewnie bym jej nie wierzyła, ale po przemyśleniach uwierzyłabym. Naprawdę nie rozumiem tych ludzi. Ciężko jest mi bardzo, oni nie rozumieją ile ja przez to przeżywam, ile nie przespanych nocy, płaczu, ran..
Powiedziałam jej, wygarnęłam po prostu i poszłam.. Ally próbowała mnie zatrzymać, lecz nie dałam jej tego zrobić.
***********************
Z Leonem byliśmy umówieni w parku. Prędko opowiedziałam mu o wszystkim, co miało wcześniej zdarzenie. Słuchał mnie z zaciekawieniem. Pocieszał mnie, bo byłam dosyć mocno zdenerwowana. Usiedliśmy na ławce, objął mnie i mówił, że wszytko będzie dobrze. Uwielbiałam, gdy tak robił. Pocieszał mnie, gdy miałam zły dzień, lub byłam zdenerwowana. Czułam, że mogę wszystko. Z nim świat wydawał się taki łatwy i piękny.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
niedziela, 15 czerwca 2014
Rozdział 9
Obudziłam się po godzinie 6. Moje samopoczucie było dobre. Noga coraz mniej mnie bolała. Wstałam z łóżka, aby wziąć słuchawki, leżące na biurku. Włożyłam je do uszu i słuchałam chwilę muzyki. Myślałam o Leonie, o wczorajszym dniu, który był cudowny.
Odsunęłam kołdrę i zeszłam z łóżka. Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać moje ubrania. Nie wiedziałam co na siebie dzisiaj włożyć, standard. Wreszcie wyszukałam szary t-shirt, krótkie jasne szorty. Poszłam do łazienki się ubrać, zrobiłam to, a następnie umyłam dokładnie moje zęby. Rozpuściłam włosy z kucyka, rozczesałam je i popryskałam je ulubioną perfumą- coco chanel. Byłam gotowa, tylko jeszcze zapakowałam dwie książki i parę zeszytów do plecaka. Ponieważ miałam dzisiaj mało lekcji, to zabrałam tylko to. Zeszłam na dół po schodach, nucąc piosenkę, którą wcześniej słuchałam. Robię tak często.
-Hej tato.- przywitałam tatę, z dobrym humorem.
-Cześć córcia! Wyspałaś się?- zapytał.
-Tak, spałam dosyć dobrze.- mówiłam, dodając uśmiech.
Chwyciłam w ręce kanapkę z serem i pomidorkiem. Napiłam się owocowej herbatki, po czym wzięłam bordowe vans'y w ręke. Z uśmiechem wyszłam przed dom. Dzisiaj jechałam autobusem, nie z tatą, ponieważ chciałam być samodzielna. Kupiłam bilet i usiadłam na wolne miejsce. Autobus jechał trochę i zatrzymywał się na poszczególnych przystankach. Podjechał na kolejny.
-Dzień dobry.- powiedział jakiś męski głos.
-Witam, proszę bilet, siadaj.- odpowiedział kierowca busa.
Był to Leon, który jeździł bardzo często autobusami. Dlatego postanowiłam też pojechać autobusem.
-Heej. Siadaj.- powiedziałam do niego, zwalniając miejsce.
-Czeeeeść Rose. - powiedział Leon z uśmiechem na twarzy.
Usiadł i jechał razem ze mną. Droga do szkoły autobusem wynosiła jakieś 15 minut. Gadaliśmy trochę, pytał mnie jak się czuje. Nie gadaliśmy o wczoraj, pewnie dlatego, że trochę się wstydziliśmy. Był taki słodki.
Przyjechaliśmy pod szkołę. Wysiadłam z autobusu, a za mną Leon. Weszliśmy razem do szkoły, szliśmy korytarzem, omijały nas znane i nieznane mi twarze. Patrzyli się jakoś dziwnie. Nie wiem, może wyglądało to tak, jakbyśmy byli razem. W sumie tak było, ale na razie nie spieszyliśmy się z tym, aby rozgłaszać to całej szkole. Mniejsza o to. Poszliśmy od razu na matematykę. Później chemia, wf, przyroda, historia. Lekcje szybko zleciały nam. Wyszliśmy ze szkoły, postanowiliśmy, że pójdziemy po szkole na hamburgera, ponieważ byliśmy bardzo głodni. Brzuch aż mnie bolał z głodu. Kupiliśmy hamburgery, a do picia kupiłam sok pomarańczowy, a Leon wodę. Powędrowaliśmy na przystanek, autobus przyjechał o 14.10, trochę się spóźnił, ale zdążyliśmy pogadać. Wróciliśmy autobusem do naszej dzielnicy. Kierowca wysadził mnie pod samym domem.
-Do zobaczenia Leon.- powiedziałam, całując go w policzek.
-Na razie Rose!- odpowiedział, uśmiechając się do mnie.
Czułam się dziwnie, ale dobrze. Byliśmy już chyba parą. Było to fajnym i przyjemnym uczuciem. Przeprowadziłam się, dzielnica jest cudowna. Znalazłam chłopaka, który jest jednocześnie moim najlepszym przyjacielem.
-Dziękuje, do widzenia. - powiedziałam do kierowcy autobusu.
-Nie ma za co, cześć!- odpowiedział bardzo miło.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
2 KOMENTARZE I ROZDZIAŁ DALEJ!!
Odsunęłam kołdrę i zeszłam z łóżka. Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać moje ubrania. Nie wiedziałam co na siebie dzisiaj włożyć, standard. Wreszcie wyszukałam szary t-shirt, krótkie jasne szorty. Poszłam do łazienki się ubrać, zrobiłam to, a następnie umyłam dokładnie moje zęby. Rozpuściłam włosy z kucyka, rozczesałam je i popryskałam je ulubioną perfumą- coco chanel. Byłam gotowa, tylko jeszcze zapakowałam dwie książki i parę zeszytów do plecaka. Ponieważ miałam dzisiaj mało lekcji, to zabrałam tylko to. Zeszłam na dół po schodach, nucąc piosenkę, którą wcześniej słuchałam. Robię tak często.
-Hej tato.- przywitałam tatę, z dobrym humorem.
-Cześć córcia! Wyspałaś się?- zapytał.
-Tak, spałam dosyć dobrze.- mówiłam, dodając uśmiech.
Chwyciłam w ręce kanapkę z serem i pomidorkiem. Napiłam się owocowej herbatki, po czym wzięłam bordowe vans'y w ręke. Z uśmiechem wyszłam przed dom. Dzisiaj jechałam autobusem, nie z tatą, ponieważ chciałam być samodzielna. Kupiłam bilet i usiadłam na wolne miejsce. Autobus jechał trochę i zatrzymywał się na poszczególnych przystankach. Podjechał na kolejny.
-Dzień dobry.- powiedział jakiś męski głos.
-Witam, proszę bilet, siadaj.- odpowiedział kierowca busa.
Był to Leon, który jeździł bardzo często autobusami. Dlatego postanowiłam też pojechać autobusem.
-Heej. Siadaj.- powiedziałam do niego, zwalniając miejsce.
-Czeeeeść Rose. - powiedział Leon z uśmiechem na twarzy.
Usiadł i jechał razem ze mną. Droga do szkoły autobusem wynosiła jakieś 15 minut. Gadaliśmy trochę, pytał mnie jak się czuje. Nie gadaliśmy o wczoraj, pewnie dlatego, że trochę się wstydziliśmy. Był taki słodki.
Przyjechaliśmy pod szkołę. Wysiadłam z autobusu, a za mną Leon. Weszliśmy razem do szkoły, szliśmy korytarzem, omijały nas znane i nieznane mi twarze. Patrzyli się jakoś dziwnie. Nie wiem, może wyglądało to tak, jakbyśmy byli razem. W sumie tak było, ale na razie nie spieszyliśmy się z tym, aby rozgłaszać to całej szkole. Mniejsza o to. Poszliśmy od razu na matematykę. Później chemia, wf, przyroda, historia. Lekcje szybko zleciały nam. Wyszliśmy ze szkoły, postanowiliśmy, że pójdziemy po szkole na hamburgera, ponieważ byliśmy bardzo głodni. Brzuch aż mnie bolał z głodu. Kupiliśmy hamburgery, a do picia kupiłam sok pomarańczowy, a Leon wodę. Powędrowaliśmy na przystanek, autobus przyjechał o 14.10, trochę się spóźnił, ale zdążyliśmy pogadać. Wróciliśmy autobusem do naszej dzielnicy. Kierowca wysadził mnie pod samym domem.
-Do zobaczenia Leon.- powiedziałam, całując go w policzek.
-Na razie Rose!- odpowiedział, uśmiechając się do mnie.
Czułam się dziwnie, ale dobrze. Byliśmy już chyba parą. Było to fajnym i przyjemnym uczuciem. Przeprowadziłam się, dzielnica jest cudowna. Znalazłam chłopaka, który jest jednocześnie moim najlepszym przyjacielem.
-Dziękuje, do widzenia. - powiedziałam do kierowcy autobusu.
-Nie ma za co, cześć!- odpowiedział bardzo miło.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
2 KOMENTARZE I ROZDZIAŁ DALEJ!!
sobota, 14 czerwca 2014
Rozdział 8
Byłam wtulona w niego dobre dwie minuty. Naprawdę cieszyłam się, że go mam. To co przeżył to okropne, a w części go rozumiem. W końcu miałam podobnie. Leon- zasługiwał na szacunek, szczęście i miłość. To straszne dla mnie, że jego tato nie utrzymuje z nim, ani z jego mamą kontaktu. Uwielbiam Leona naprawdę, to chłopak, który ma w sobie spokój i ciepło. Gdy go przy mnie nie ma, lub długo nie rozmawiamy czuję się dziwnie. Czuję pustkę. Siedzieliśmy tam razem, kelnerka przyniosła nam pizze. Zjedliśmy ją. Popijaliśmy cole, gadając. Gadaliśmy o przyjemnych rzeczach, aby zapomnieć o tym. Byłam szczęśliwa, miło spędzałam dzień. Zrobiło się troszkę ciemniej, a my wyszliśmy z pizzerii. West End, wygląda cudownie wieczorem, wszystkie sklepy są otwarte przez całą noc, kluby, puby itd. Podoba mi się takie życie. Szliśmy, słuchając muzyki, dobiegającej z samego centrum. Wokół nas latały bańki mydlane, czułam się jak w bajce. Jakby Leon był moim księciem, a ja księżniczką, choć wcale na nią nie wyglądałam. Ubiorem może tak, ale zachowaniem absolutnie.
-Chcesz watę cukrową?- zapytał Leon, śmiejąc się.
-Tak,tak! uwielbiam ją, tak bardzo przypomina mi moje szczęśliwe dzieciństwo.- rzekłam.
Kupił mi różową watę cukrową. Podając ją, uśmiechnął się szeroko.
-Dziękuje.- odpowiedziałam.
Chodziliśmy po dzielnicy, dopóki się nam nie znudziło. Przechodził koło nas pan sprzedający róże. Odwróciłam głowe, aby spojrzeć na telefon, która godzina. Gdy się odwróciłam w stronę słodkiego blondyna, miałam przed sobą cudowny bukiecik róż. Był przepiękny, jeszcze nigdy nie dostałam od chłopaka, przyjaciela, takiego bukieciku. Oprócz oczywiście mojego taty, który na każdy dzień kobiet kupował mi tulipany.
-Jeju, są cudowne!- powiedziałam.
-Tak jak Ty.- odpowiedział mi.
-Przestań, są cudowne, bo są od Ciebie.- mówiłam z uśmiechem.
-Prosto z serduszka, uwierz.- powiedział to, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. Czułam się wtedy wyjątkowa, jeszcze nigdy nikt dla się tak nie poświęcał.
Spacerowaliśmy troche, w końcu zwierzyłam się mu:
-Leon, posłuchaj. Spotkałam przedwczoraj dziewczynę o imieniu Ally, na drugie nazwisko ma Carter. Dobrze nam się gadało, była spoko, naprawdę. W domu coś mnie wzięło, żeby sprawdzić informacje na jej temat. Okazało się, wszystko na to wskazywało, że jest moją siostrą. Z początku w ogóle nie przyjmowałam takiej opcji do wiadomości, lecz po długich przemyśleniach doszłam do tego, że ona może nią być naprawdę.
-Naprawdę, ale sprawdziłaś wszystko?- zapytał z niedowierzaniem.
-Tak, tak jak powiedziałam.
Po długiej chwili ciszy odparł.
-Muszę Ci powiedzieć, kiedyś Ally była moją koleżanką, można powiedzieć, że przyjaciółką. Jest ona naprawdę dobrą osobą. Ale po tym jak przegrała ze mną w konkursie z angielskiego, nie odezwała się słowem. Próbowałem wiele razy, odzyskać jej przyjaźń. Lecz ona, w ogóle nie chciała mnie widzieć, jakby ją to tak bardzo uraziło. Nie wiem dlaczego, przecież to tylko zwykła olimpiada, ale dla niej chyba bardzo, bardzo ważna. Trudno, nie udało mi się odzyskać tej przyjaźni. Nie udało mi się. Była spoko koleżanką.
-Aha. Nie wiedziałam, w sumie skąd miałam wiedzieć. Dzięki, że mi powiedziałeś, zależy mi na szczerości.
Uśmiechnął się. Poszliśmy dalej, miał odprowadzić mnie pod dom. Szłam szczęśliwa, że mam taką osobę teraz, której mogę się zwierzyć, pogadać. Nigdy nie miałam takiej osoby, a szczególnie chłopaka.
Doszliśmy pod mój dom. Latarnie świeciły mocno, a niebo rozświetlały gwiazdy, księżyc był duży.
-Chyba dlatego taki duży księżyc, bo dzisiaj pełnia.- powiedziałam.
-No chyba tak. Wszystko na to wskazuję.- odpowiedział mi, po czym uśmiechnął się tak słodko.
Staliśmy chwilę w ciszy, lecz nagle zbliżył się do mnie. Więc ja też podeszłam bliżej. Położyłam swoje ręce na jego ramionach. Po czym zbliżyliśmy nasze głowy..tak pocałował mnie, pocałunek był cudowny. Przyznam, że nigdy się nie całowałam. Był to mój pierwszy pocałunek, ale idealny. Gwiazdy świeciły mocno, a my staliśmy na środku ulicy, przytuleni do siebie. Nagle odsunął głowę i zapytał mnie:
-Wszystko okej? Przepraszam, jeśli to tak za szybko.
-Nie, spokojnie wszystko dobrze. Dziękuje Tobie za ten wieczór i w ogóle. Jesteś naprawdę kochany, tak opiekujesz się mną. Nie wiem czy sobie na to zasłużyłam. Czasami, dobra, często Cię unikałam, byłam nie miła,a Ty? Ty zawsze byłeś dla mnie taki kochany.
-Dobra, zapomnijmy już o tym, darujmy sobie to. Ja też dziękuje Tobie, za ten wyjątkowy wieczór.- powiedział to, po czym lekko przytulił mnie do siebie.
**************************************
Uśmiechnęłam się szeroko. Pożegnaliśmy się, a ja po chwili byłam już przed drzwiami od domu. Weszłam, a tam czekał tato, oczywiście z pytaniem.
-Rose! do mnie, szybko, już, już.- powiedział.
Ponieważ ja, szybko starałam się uciec na górę do mojego pokoju.
-Heej tato.- odparłam niepewnie.
Dziwnie popatrzył się na mnie i powiedział:
-No więc mów mi, gdzie byłaś? czyżby z Leonem?
-Tak, a jest jakiś problem?
-Nie. -odpowiedział krótko. Następnie zapytał. -Gdzie byliście?
-W pizzerii. Mogę już iść na górę?- odpowiedziałam.
Nie chciałam gadać z tatą dziś. Kocham go, ale nie chciałam być nie miła. Psuć mojego humoru, ponieważ często kłócę się z ludźmi. Byłam szczęśliwa i wniebowzięta. Czuję się taka wyjątkowa, gdy jestem z Leonem. Zapominam o moich wszystkich problemach. Tych z mamą, tych z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili, dosłownie o wszystkim.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
-Chcesz watę cukrową?- zapytał Leon, śmiejąc się.
-Tak,tak! uwielbiam ją, tak bardzo przypomina mi moje szczęśliwe dzieciństwo.- rzekłam.
Kupił mi różową watę cukrową. Podając ją, uśmiechnął się szeroko.
-Dziękuje.- odpowiedziałam.
Chodziliśmy po dzielnicy, dopóki się nam nie znudziło. Przechodził koło nas pan sprzedający róże. Odwróciłam głowe, aby spojrzeć na telefon, która godzina. Gdy się odwróciłam w stronę słodkiego blondyna, miałam przed sobą cudowny bukiecik róż. Był przepiękny, jeszcze nigdy nie dostałam od chłopaka, przyjaciela, takiego bukieciku. Oprócz oczywiście mojego taty, który na każdy dzień kobiet kupował mi tulipany.
-Jeju, są cudowne!- powiedziałam.
-Tak jak Ty.- odpowiedział mi.
-Przestań, są cudowne, bo są od Ciebie.- mówiłam z uśmiechem.
-Prosto z serduszka, uwierz.- powiedział to, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. Czułam się wtedy wyjątkowa, jeszcze nigdy nikt dla się tak nie poświęcał.
Spacerowaliśmy troche, w końcu zwierzyłam się mu:
-Leon, posłuchaj. Spotkałam przedwczoraj dziewczynę o imieniu Ally, na drugie nazwisko ma Carter. Dobrze nam się gadało, była spoko, naprawdę. W domu coś mnie wzięło, żeby sprawdzić informacje na jej temat. Okazało się, wszystko na to wskazywało, że jest moją siostrą. Z początku w ogóle nie przyjmowałam takiej opcji do wiadomości, lecz po długich przemyśleniach doszłam do tego, że ona może nią być naprawdę.
-Naprawdę, ale sprawdziłaś wszystko?- zapytał z niedowierzaniem.
-Tak, tak jak powiedziałam.
Po długiej chwili ciszy odparł.
-Muszę Ci powiedzieć, kiedyś Ally była moją koleżanką, można powiedzieć, że przyjaciółką. Jest ona naprawdę dobrą osobą. Ale po tym jak przegrała ze mną w konkursie z angielskiego, nie odezwała się słowem. Próbowałem wiele razy, odzyskać jej przyjaźń. Lecz ona, w ogóle nie chciała mnie widzieć, jakby ją to tak bardzo uraziło. Nie wiem dlaczego, przecież to tylko zwykła olimpiada, ale dla niej chyba bardzo, bardzo ważna. Trudno, nie udało mi się odzyskać tej przyjaźni. Nie udało mi się. Była spoko koleżanką.
-Aha. Nie wiedziałam, w sumie skąd miałam wiedzieć. Dzięki, że mi powiedziałeś, zależy mi na szczerości.
Uśmiechnął się. Poszliśmy dalej, miał odprowadzić mnie pod dom. Szłam szczęśliwa, że mam taką osobę teraz, której mogę się zwierzyć, pogadać. Nigdy nie miałam takiej osoby, a szczególnie chłopaka.
Doszliśmy pod mój dom. Latarnie świeciły mocno, a niebo rozświetlały gwiazdy, księżyc był duży.
-Chyba dlatego taki duży księżyc, bo dzisiaj pełnia.- powiedziałam.
-No chyba tak. Wszystko na to wskazuję.- odpowiedział mi, po czym uśmiechnął się tak słodko.
Staliśmy chwilę w ciszy, lecz nagle zbliżył się do mnie. Więc ja też podeszłam bliżej. Położyłam swoje ręce na jego ramionach. Po czym zbliżyliśmy nasze głowy..tak pocałował mnie, pocałunek był cudowny. Przyznam, że nigdy się nie całowałam. Był to mój pierwszy pocałunek, ale idealny. Gwiazdy świeciły mocno, a my staliśmy na środku ulicy, przytuleni do siebie. Nagle odsunął głowę i zapytał mnie:
-Wszystko okej? Przepraszam, jeśli to tak za szybko.
-Nie, spokojnie wszystko dobrze. Dziękuje Tobie za ten wieczór i w ogóle. Jesteś naprawdę kochany, tak opiekujesz się mną. Nie wiem czy sobie na to zasłużyłam. Czasami, dobra, często Cię unikałam, byłam nie miła,a Ty? Ty zawsze byłeś dla mnie taki kochany.
-Dobra, zapomnijmy już o tym, darujmy sobie to. Ja też dziękuje Tobie, za ten wyjątkowy wieczór.- powiedział to, po czym lekko przytulił mnie do siebie.
**************************************
Uśmiechnęłam się szeroko. Pożegnaliśmy się, a ja po chwili byłam już przed drzwiami od domu. Weszłam, a tam czekał tato, oczywiście z pytaniem.
-Rose! do mnie, szybko, już, już.- powiedział.
Ponieważ ja, szybko starałam się uciec na górę do mojego pokoju.
-Heej tato.- odparłam niepewnie.
Dziwnie popatrzył się na mnie i powiedział:
-No więc mów mi, gdzie byłaś? czyżby z Leonem?
-Tak, a jest jakiś problem?
-Nie. -odpowiedział krótko. Następnie zapytał. -Gdzie byliście?
-W pizzerii. Mogę już iść na górę?- odpowiedziałam.
Nie chciałam gadać z tatą dziś. Kocham go, ale nie chciałam być nie miła. Psuć mojego humoru, ponieważ często kłócę się z ludźmi. Byłam szczęśliwa i wniebowzięta. Czuję się taka wyjątkowa, gdy jestem z Leonem. Zapominam o moich wszystkich problemach. Tych z mamą, tych z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili, dosłownie o wszystkim.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
piątek, 13 czerwca 2014
Rozdział 7
Wstałam, zjadłam śniadanie i dosyć długo chodziłam w pidżamie. Lubię tak czasami, a dzisiaj akurat była sobota. Nareszcie dzień odpoczynku, naprawę go potrzebowałam. Tak, bardzo potrzebowałam. Byłam zmęczona po długim tygodniu. Trochę sprzątałam pokój i rozchodziłam nogę. Niby już mnie nie bolała, ale wolałam na wszelki wypadek. Gdy skończyłam porządki, zabrałam koc i koktajl. Poszłam na górę i się położyłam, średnio się czułam. Włożyłam ciepłą bluze, bo było wyjątkowo zimno, nawet w domu. Ubrałam słuchawki i włączyłam ulubioną piosenkę. Leżałam i myślałam, ponieważ nie mogłam zasnąć. Nagle przyszedł mi sms. Był od Leona, napisał coś takiego: ,, Hej Rose. Może wyjdziemy dzisiaj na jakąś pizze? masz ochotę? ''
Odpisałam mu, że tak, zgodziłam się. Byłam gotowa się z nim zobaczyć. Powiedzieć, że chce go poznać. Nie mogłam przecież unikać go całe życie. Do restauracji umówiliśmy się na godzinę 16. Byłam gotowa i otwarta na tą znajomość, w końcu wyglądał na osobę, której można bezgranicznie ufać. Był spokojny, opiekuńczy i mogłabym dużo więcej wymieniać. Poszłam się przebrać w pastelową sukienke, dziwie się naprawdę, że ją ubrałam. Ale wydawała się ładna, lekka taka. Podobała mi się. Pomalowałam oczy, lekko kreski i cieniem, który miał kolor pudrowego różu. Usta błyszczykiem, a włosy rozczesałam i wpięłam białą kokardkę. Na nogi włożyłam białe vans'y. Podobała mi się szczerze taka stylizacja. Zeszłam na dół, taty nie było, bo był w pracy. Pracował jako inżynier, w jakiejś większej firmie. Wzięłam torebkę, włożyłam tam telefon, portfel i klucze. Szłam szybkim tempem. Rozglądając się po okolicy. West End to naprawdę piękna i pełna życia dzielnica. Cieszyłam się bardzo z tej decyzji, przeprowadzenia się tu z tatą. Nagle zauważyłam tą restauracje, w której byłam umówiona z Leonem. Była to typowo pizzeria, miała ładny wystrój. Leon siedział przy stoliku i czekał. Szybko odłożyłam sweterek i usiadłam.
-Hej.- powiedziałam.
-Heej.- odpowiedział.
-Jakoś dawno nie rozmawialiśmy ani nic. Myślisz, że jest jakaś przyczyna tego. Zrobiłem coś nie tak?- zapytał, trochę zmartwiony.
-Nie, skądże. Tylko posłuchaj, znamy się krótko, ja prawie nic o Tobie nie wiem. Ty o mnie może więcej, ale też mało. Trochę przeszkadza mi to, że nie wiemy nic o sobie. Też uważasz tak jak ja czy może się myle?- zapytałam, odważyłam się to powiedzieć.
-Hm, no tak. Więc może opowiem Tobie coś. Może nie jest to takie przyjemne ale opowiem. No więc, wychowuje mnie mama. Gdy miałem 12 lat, tato nas opuścił, odszedł. Tak po prostu, było nam ciężko. Mama nie mogła się po tym pozbierać- ja również. Już więcej nie miałem z nim kontaktu.- odparł.
-Ojej! Przepraszam, nie wiedziałam naprawdę.- zrobiło mi się głupio.
-Nic się nie stało, przecież nie wiedziałaś.- mówił, wymuszając uśmiech na twarzy.
Teraz wiem, jak musiało mu być ciężko, a ja tak głupio się zapytałam. No, ale nie wiedziałam. Naprawdę mu współczuję, ja mam podobnie z mamą. Ale ja chociaż od czasu do czasu telefonuje do niej, a ona do mnie. A Leon, nie ma z ojcem żadnego kontaktu, choćby jakiś list, sms, nic. To smutne.
-Dzień dobry, macie już zamówienie?- zapytała kelnerka.
-Tak, bierzemy pizzę funghii i dwie szklanki coli.- odparłam jej.
Odwróciłam głowe do Leona i starałam się go pocieszyć. Dlatego usiadłam z drugiej strony, obok niego. Wzięłam go za rękę i siedziałam tak chwile. Popatrzyłam się mu w oczy. Był zdołowany, naprawdę. Jak nie widział swojego taty 5 lat, to się nie dziwie. Po chwili, powiedział:
-Dziękuje, że jesteś!Dziękuje, że Cię mam, że mogłem Cię poznać. Nie odwróciłaś się ode mnie. Rozmawiałaś ze mną. Jesteś cudowna, widzę jak się tym przejęłaś. Ale takie jest życie, nic nie trwa wiecznie i nic nie jest idealne. A teraz uśmiechnij się, bo uśmiech to najlepsze wyjście z każdego problemu.
Zamiast ja mu mówić, żeby się nie smucił, to on mówił to mi. Jejku, taki kochany, uśmiechnęłam się, ale łzy jednocześnie pojawiły się w moich oczach.
-Ja też dziękuje Tobie, że mogę na Ciebie liczyć. Nie znałam tu nikogo, Ty jako pierwszy chciałeś pokazać mi dzielnicę. Dzwoniłeś, a ja..nie wiedziałam czy odebrać. Nie ufałam Ci, przepraszam! Wybacz, mi, proszę!
-Ja zawsze Tobie wybaczę, nawet gdybyś popełniła największe głupstwo, to zawsze Ci wybaczę.- powiedział.
-Tato zapytał jak się nazywasz, ja powiedziałam mu, a on miał strasznie poważną minę i od razu zmienił temat. Ja bałam się o co chodzi. Teraz już wszystko rozumiem. Będę zawsze przy Tobie, możesz na mnie liczyć.- powiedziałam.
Następnie odwróciłam się i przytuliłam go najmocniej jak umiałam. [..]
*Jeżeli podoba Ci sie mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Odpisałam mu, że tak, zgodziłam się. Byłam gotowa się z nim zobaczyć. Powiedzieć, że chce go poznać. Nie mogłam przecież unikać go całe życie. Do restauracji umówiliśmy się na godzinę 16. Byłam gotowa i otwarta na tą znajomość, w końcu wyglądał na osobę, której można bezgranicznie ufać. Był spokojny, opiekuńczy i mogłabym dużo więcej wymieniać. Poszłam się przebrać w pastelową sukienke, dziwie się naprawdę, że ją ubrałam. Ale wydawała się ładna, lekka taka. Podobała mi się. Pomalowałam oczy, lekko kreski i cieniem, który miał kolor pudrowego różu. Usta błyszczykiem, a włosy rozczesałam i wpięłam białą kokardkę. Na nogi włożyłam białe vans'y. Podobała mi się szczerze taka stylizacja. Zeszłam na dół, taty nie było, bo był w pracy. Pracował jako inżynier, w jakiejś większej firmie. Wzięłam torebkę, włożyłam tam telefon, portfel i klucze. Szłam szybkim tempem. Rozglądając się po okolicy. West End to naprawdę piękna i pełna życia dzielnica. Cieszyłam się bardzo z tej decyzji, przeprowadzenia się tu z tatą. Nagle zauważyłam tą restauracje, w której byłam umówiona z Leonem. Była to typowo pizzeria, miała ładny wystrój. Leon siedział przy stoliku i czekał. Szybko odłożyłam sweterek i usiadłam.
-Hej.- powiedziałam.
-Heej.- odpowiedział.
-Jakoś dawno nie rozmawialiśmy ani nic. Myślisz, że jest jakaś przyczyna tego. Zrobiłem coś nie tak?- zapytał, trochę zmartwiony.
-Nie, skądże. Tylko posłuchaj, znamy się krótko, ja prawie nic o Tobie nie wiem. Ty o mnie może więcej, ale też mało. Trochę przeszkadza mi to, że nie wiemy nic o sobie. Też uważasz tak jak ja czy może się myle?- zapytałam, odważyłam się to powiedzieć.
-Hm, no tak. Więc może opowiem Tobie coś. Może nie jest to takie przyjemne ale opowiem. No więc, wychowuje mnie mama. Gdy miałem 12 lat, tato nas opuścił, odszedł. Tak po prostu, było nam ciężko. Mama nie mogła się po tym pozbierać- ja również. Już więcej nie miałem z nim kontaktu.- odparł.
-Ojej! Przepraszam, nie wiedziałam naprawdę.- zrobiło mi się głupio.
-Nic się nie stało, przecież nie wiedziałaś.- mówił, wymuszając uśmiech na twarzy.
Teraz wiem, jak musiało mu być ciężko, a ja tak głupio się zapytałam. No, ale nie wiedziałam. Naprawdę mu współczuję, ja mam podobnie z mamą. Ale ja chociaż od czasu do czasu telefonuje do niej, a ona do mnie. A Leon, nie ma z ojcem żadnego kontaktu, choćby jakiś list, sms, nic. To smutne.
-Dzień dobry, macie już zamówienie?- zapytała kelnerka.
-Tak, bierzemy pizzę funghii i dwie szklanki coli.- odparłam jej.
Odwróciłam głowe do Leona i starałam się go pocieszyć. Dlatego usiadłam z drugiej strony, obok niego. Wzięłam go za rękę i siedziałam tak chwile. Popatrzyłam się mu w oczy. Był zdołowany, naprawdę. Jak nie widział swojego taty 5 lat, to się nie dziwie. Po chwili, powiedział:
-Dziękuje, że jesteś!Dziękuje, że Cię mam, że mogłem Cię poznać. Nie odwróciłaś się ode mnie. Rozmawiałaś ze mną. Jesteś cudowna, widzę jak się tym przejęłaś. Ale takie jest życie, nic nie trwa wiecznie i nic nie jest idealne. A teraz uśmiechnij się, bo uśmiech to najlepsze wyjście z każdego problemu.
Zamiast ja mu mówić, żeby się nie smucił, to on mówił to mi. Jejku, taki kochany, uśmiechnęłam się, ale łzy jednocześnie pojawiły się w moich oczach.
-Ja też dziękuje Tobie, że mogę na Ciebie liczyć. Nie znałam tu nikogo, Ty jako pierwszy chciałeś pokazać mi dzielnicę. Dzwoniłeś, a ja..nie wiedziałam czy odebrać. Nie ufałam Ci, przepraszam! Wybacz, mi, proszę!
-Ja zawsze Tobie wybaczę, nawet gdybyś popełniła największe głupstwo, to zawsze Ci wybaczę.- powiedział.
-Tato zapytał jak się nazywasz, ja powiedziałam mu, a on miał strasznie poważną minę i od razu zmienił temat. Ja bałam się o co chodzi. Teraz już wszystko rozumiem. Będę zawsze przy Tobie, możesz na mnie liczyć.- powiedziałam.
Następnie odwróciłam się i przytuliłam go najmocniej jak umiałam. [..]
*Jeżeli podoba Ci sie mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
wtorek, 10 czerwca 2014
Rozdział 6
Dzień rozpoczął się normalnie. Umyłam się, ubrałam, pomalowałam. Jakoś z kulawą nogą weszłam do samochodu. Tato zawiózł mnie do szkoły.
Gdy otwierałam drzwi, natknęłam się na jakąś dziewczynę.
-Oj, sorki.- powiedziała.
-Spoko, ja również Cię nie zauważyłam. - Uprzedziłam jej następne zdanie.
Przedstawiłyśmy się sobie i okazało się, że ma na drugie nazwisko Carter. Zdziwiłam się trochę, ale mógł to być przecież zwykły zbieg okoliczności. Poszłyśmy razem do szkoły, rozmawiając trochę. Ally- bo tak się nazywała poszła na biologię, a ja na geografię. Weszłam do klasy nawet uśmiechnięta, stał tam Leon i gadał z Edem. Gdy przyszłam do ławki, podszedł do mnie.
-Heej.- powiedział pierwszy.
-Cześć, cześć.- odparłam.
-Masz to zadanie?- wskazałam na książkę, by zmienić temat. Nie chciałam, by pytał 'Co u mnie', nie znałam go prawie w ogóle. Nie wiem sama, skąd taka zmiana we mnie, ale chciałam go bardziej poznać.
-Taa..-odpowiedział mi z dziwnym wyrazem twarzy.
Lekcje mijały mi bardzo długo, dłużyły się w nieskończoność. Jeszcze pogoda nie dawała spokoju. Był straszny upał. Nie wytrzymywałam naprawdę. Wreszcie kiedy się skończyły, wzięłam rzeczy i wyszłam na podwórku. Tato zabrał mnie do domu. Po szkole postanowiłam, że poszukam kilka informacji na temat poznanej dzisiaj dziewczyny. Zaciekawiła mnie, tak dobrze nam się rozmawiało. Czułam się jakoś dziwnie, jakby mnie znała. Jakby była kimś dla mnie bliskim. Znalazłam coś...gdy nagle zamarłam. Ally- dziewczyna, którą dziś spotkałam była moją siostrą. Ale jak, jak? Jakim cudem? Zastanawiałam się bardzo długo. Siedziałam w pokoju prawie 3 godziny. Na początku nie wierzyłam, normalnie nie wierzyłam. Może moja mama nie wyjechała 15 lat temu do pracy do Norwegii, może nadzwyczajnie poleciała do Londynu. I pewnie tam kogoś poznała..sama nie wiem, nie chce na razie o tym wszystkim tak myśleć. Ale jak ona tak mogła, jak mogła zrobić to mi i tacie. Tato naprawdę był i jest okej, zależy mi na nim, tak ja na mamie, do tego momentu. Wstrzymałam moje łzy. Pewnie tato dobrze wiedział, że mama ma jeszcze Ally, ale nie powiedział mi.- Zapewne nie chciał mnie martwić. Zależy mu na mnie, ale mógł to zrobić, powiedzieć mi, przecież to nie jego wina, tylko mamy. Minęła kolejna godzina, a ja dalej się zastanawiałam nad tą sytuacją. Postanowiłam, że pójdę się umyć. Tak też zrobiłam, ubrałam się w ciemną bluzkę i krótkie spodenki. Było wyjątkowo ciepło. Rozczesałam moje ciemno-brązowe włosy i poszłam szybko do pokoju. Czekała na mnie matma, tak dużo nam zadała. Nienawidzę serio tej nauczycielki, mogła pomyśleć. Jest gorąco, każdemu się nic nie chce, myśli się o wakacjach. A tym czasem.. ona zadaje nam 4 strony zadań w ćwiczeniach. Odrobiłam to całe zadanie, a następnie poszłam do lodówki i wyjęłam z niej zimną wodę z cytryną. Była doskonała na upały. Weszłam na górę po schodach i zobaczyłam, że mam dwa nieodebrane połączenia od Leona. Usiadłam na łóżku i miałam do niego zadzwonić, ale coś mnie powstrzymało. Hm..ale w końcu sam do mnie zadzwonił.
-Hej, śpisz już?- zapytał.
-Nie, jeszcze siedze, dopiero skończyłam matme.- odpowiedziałam jakoś surowo.
-Ok. Pomyślałem, że jutro gdzieś wyskoczymy, może na jakiś obiad czy coś,hm?- zapytał mnie, jakby chciał zaprosić na jakąś randkę.
-No w sumie czemu nie. Możemy iść.- powiedziałam.
-Coś się stało, bo wydaje mi się, że mnie unikasz?- odparł.
-Nie, skądże. Wydaje Ci się.- skłamałam, przecież dużo dla mnie znaczył, ale nie poznałam go. Dalej niepokoiłam się tym co mówił mi tato. A raczej o to, że pytał mnie z taką poważną miną. Nie wiem sama.
-No dobra, to jutro się widzimy księżniczko. Dobranoc.- powiedział Leon.
-Dobranoc.- powiedziałam, dalej myśląc nad wszystkim.
...Bo w końcu tak dużo się dzieje. Poznaje fajnego chłopaka, ale praktycznie go nie znam. Poznaje miłą dziewczynę, która okazuje się moją siostrą.
Wypiłam wodę i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Gdy otwierałam drzwi, natknęłam się na jakąś dziewczynę.
-Oj, sorki.- powiedziała.
-Spoko, ja również Cię nie zauważyłam. - Uprzedziłam jej następne zdanie.
Przedstawiłyśmy się sobie i okazało się, że ma na drugie nazwisko Carter. Zdziwiłam się trochę, ale mógł to być przecież zwykły zbieg okoliczności. Poszłyśmy razem do szkoły, rozmawiając trochę. Ally- bo tak się nazywała poszła na biologię, a ja na geografię. Weszłam do klasy nawet uśmiechnięta, stał tam Leon i gadał z Edem. Gdy przyszłam do ławki, podszedł do mnie.
-Heej.- powiedział pierwszy.
-Cześć, cześć.- odparłam.
-Masz to zadanie?- wskazałam na książkę, by zmienić temat. Nie chciałam, by pytał 'Co u mnie', nie znałam go prawie w ogóle. Nie wiem sama, skąd taka zmiana we mnie, ale chciałam go bardziej poznać.
-Taa..-odpowiedział mi z dziwnym wyrazem twarzy.
Lekcje mijały mi bardzo długo, dłużyły się w nieskończoność. Jeszcze pogoda nie dawała spokoju. Był straszny upał. Nie wytrzymywałam naprawdę. Wreszcie kiedy się skończyły, wzięłam rzeczy i wyszłam na podwórku. Tato zabrał mnie do domu. Po szkole postanowiłam, że poszukam kilka informacji na temat poznanej dzisiaj dziewczyny. Zaciekawiła mnie, tak dobrze nam się rozmawiało. Czułam się jakoś dziwnie, jakby mnie znała. Jakby była kimś dla mnie bliskim. Znalazłam coś...gdy nagle zamarłam. Ally- dziewczyna, którą dziś spotkałam była moją siostrą. Ale jak, jak? Jakim cudem? Zastanawiałam się bardzo długo. Siedziałam w pokoju prawie 3 godziny. Na początku nie wierzyłam, normalnie nie wierzyłam. Może moja mama nie wyjechała 15 lat temu do pracy do Norwegii, może nadzwyczajnie poleciała do Londynu. I pewnie tam kogoś poznała..sama nie wiem, nie chce na razie o tym wszystkim tak myśleć. Ale jak ona tak mogła, jak mogła zrobić to mi i tacie. Tato naprawdę był i jest okej, zależy mi na nim, tak ja na mamie, do tego momentu. Wstrzymałam moje łzy. Pewnie tato dobrze wiedział, że mama ma jeszcze Ally, ale nie powiedział mi.- Zapewne nie chciał mnie martwić. Zależy mu na mnie, ale mógł to zrobić, powiedzieć mi, przecież to nie jego wina, tylko mamy. Minęła kolejna godzina, a ja dalej się zastanawiałam nad tą sytuacją. Postanowiłam, że pójdę się umyć. Tak też zrobiłam, ubrałam się w ciemną bluzkę i krótkie spodenki. Było wyjątkowo ciepło. Rozczesałam moje ciemno-brązowe włosy i poszłam szybko do pokoju. Czekała na mnie matma, tak dużo nam zadała. Nienawidzę serio tej nauczycielki, mogła pomyśleć. Jest gorąco, każdemu się nic nie chce, myśli się o wakacjach. A tym czasem.. ona zadaje nam 4 strony zadań w ćwiczeniach. Odrobiłam to całe zadanie, a następnie poszłam do lodówki i wyjęłam z niej zimną wodę z cytryną. Była doskonała na upały. Weszłam na górę po schodach i zobaczyłam, że mam dwa nieodebrane połączenia od Leona. Usiadłam na łóżku i miałam do niego zadzwonić, ale coś mnie powstrzymało. Hm..ale w końcu sam do mnie zadzwonił.
-Hej, śpisz już?- zapytał.
-Nie, jeszcze siedze, dopiero skończyłam matme.- odpowiedziałam jakoś surowo.
-Ok. Pomyślałem, że jutro gdzieś wyskoczymy, może na jakiś obiad czy coś,hm?- zapytał mnie, jakby chciał zaprosić na jakąś randkę.
-No w sumie czemu nie. Możemy iść.- powiedziałam.
-Coś się stało, bo wydaje mi się, że mnie unikasz?- odparł.
-Nie, skądże. Wydaje Ci się.- skłamałam, przecież dużo dla mnie znaczył, ale nie poznałam go. Dalej niepokoiłam się tym co mówił mi tato. A raczej o to, że pytał mnie z taką poważną miną. Nie wiem sama.
-No dobra, to jutro się widzimy księżniczko. Dobranoc.- powiedział Leon.
-Dobranoc.- powiedziałam, dalej myśląc nad wszystkim.
...Bo w końcu tak dużo się dzieje. Poznaje fajnego chłopaka, ale praktycznie go nie znam. Poznaje miłą dziewczynę, która okazuje się moją siostrą.
Wypiłam wodę i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
niedziela, 8 czerwca 2014
Rozdział 5
Hm. Nadszedł wf, na dzisiejszą lekcje było zaplanowane skoki przez kozła. We wcześniejszej szkole nie wykonywaliśmy tego często, poza tym mama bardzo często pisała mi zwolnienia- prosiłam ją. Ponieważ nie przepadam za wychowaniem fizycznym. No więc skakaliśmy, najpierw Eliza, poźniej Angie, a po nich niestety ja..
Wzięłam rozpęd..gdy nagle, przeskakując źle postawiłam nogę i wylądowałam na podłodze. Noga strasznie mnie bolała i nie mogłam na nie stanąć, nauczycielka od wf-u była trochę przerażona- trochę..była bardziej wystraszona ode mnie. Ale dobra. Ed i Leon pomogli mi się pozbierać, a Eliza spakowała moje książki do plecaka. Gdy szliśmy Leon zapytał :
-Kurczę, bardzo boli?- z przerażeniem i troską.
-Jakoś żyje, ale co do bólu, to tak, boli bardzo.- powiedziałam to, niczego nie ukrywając. Szliśmy, a chłopcy trzymali mnie lekko i z wyczuciem. Czułam się dobrze, że ktoś się mną zaopiekował. Wreszcie dotarliśmy do szkolnej pielęgniarki, która zbadała mnie i sprawdziła co z nogą. Po czym, wyjęła komórkę i zadzwoniła do szpitala. Za 10 minut przyjechali po mnie, wchodząc do karetki poprosiłam Leona, by zadzwonił do mojego taty i spokojnie opowiedział o tym zdarzeniu. O co poprosiłam, tak też zrobił, był naprawdę kochanym przyjacielem..Po paru minutach byliśmy pod szpitalem. Zabrano mnie na salę, na której prawdopodobnie miałam czekać. Czekaliśmy dosyć długo, wraz z Edem. Aż w końcu zapytał się mnie i Leona:
-Chcecie może coś do picia?
-Ja chce zwykłą niegazowaną wodę, jeśli możesz mi przynieść.- powiedziałam.
Leon nie chciał nic. Ed poszedł po nasze napoje. Siedziliśmy sami z Leonem, czekając na pielęgniarkę, która niby miała mnie przyjąć. W końcu drzwi się otworzyły i wyszła wysoka blondynka, ładnie uczesana i elegancko ubrana. Weszłam do środka, zbadała mnie. Wszedł również lekarz i sprawdził co z moją nieszczęsną nogą. Była na szczęście tylko mocno skręcona. Wyszłam z chłopakami, zabrałam torbę i poszliśmy przed szpital, czekał tam oczywiście mój tata. Miał dziwną minę i spytał mnie o co chodzi, co się tam stało.
-Skręcona noga, dosyć mocno.- powiedziałam.
W pewnym momencie zachciało mi się śmiać, z mojej 'lekkiej' niezdarności. Pojechaliśmy do domu, tato odwiózł chłopaków i nawet im podziękował za opiekę nade mną.
-Dziękuje kochani, nawet nie wiecie jak dużo pomogliście, bez was nawet bym z tamtąd nie wyszła.
-Nie ma za co.- odparł Leon, uśmiechając się swoimi słodkimi dołeczkami.
*************
Tato wniósł mnie na górę, po czym poszedł. Pocałował mnie w czoło i powiedział, że mocno mnie kocha. Uśmiechnęłam się. Jakoś zdołałam się umyć i przebrać w pidżamę. Włączyłam laptopa i przejrzałam facebook'a, na którym powiadomiłam Kate i Camile o skręconej nodze i głupiej przygodzie. Chwile leżałam z ciepłą herbatką, którą zrobił mi tatuś i myślałam, o różnych sprawach. Na przykład o Leonie, który był opiekuńczy i kochany, ale nie wiedziałam o nim prawie nic[..] Postanowiłam się dowiedzieć.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Wzięłam rozpęd..gdy nagle, przeskakując źle postawiłam nogę i wylądowałam na podłodze. Noga strasznie mnie bolała i nie mogłam na nie stanąć, nauczycielka od wf-u była trochę przerażona- trochę..była bardziej wystraszona ode mnie. Ale dobra. Ed i Leon pomogli mi się pozbierać, a Eliza spakowała moje książki do plecaka. Gdy szliśmy Leon zapytał :
-Kurczę, bardzo boli?- z przerażeniem i troską.
-Jakoś żyje, ale co do bólu, to tak, boli bardzo.- powiedziałam to, niczego nie ukrywając. Szliśmy, a chłopcy trzymali mnie lekko i z wyczuciem. Czułam się dobrze, że ktoś się mną zaopiekował. Wreszcie dotarliśmy do szkolnej pielęgniarki, która zbadała mnie i sprawdziła co z nogą. Po czym, wyjęła komórkę i zadzwoniła do szpitala. Za 10 minut przyjechali po mnie, wchodząc do karetki poprosiłam Leona, by zadzwonił do mojego taty i spokojnie opowiedział o tym zdarzeniu. O co poprosiłam, tak też zrobił, był naprawdę kochanym przyjacielem..Po paru minutach byliśmy pod szpitalem. Zabrano mnie na salę, na której prawdopodobnie miałam czekać. Czekaliśmy dosyć długo, wraz z Edem. Aż w końcu zapytał się mnie i Leona:
-Chcecie może coś do picia?
-Ja chce zwykłą niegazowaną wodę, jeśli możesz mi przynieść.- powiedziałam.
Leon nie chciał nic. Ed poszedł po nasze napoje. Siedziliśmy sami z Leonem, czekając na pielęgniarkę, która niby miała mnie przyjąć. W końcu drzwi się otworzyły i wyszła wysoka blondynka, ładnie uczesana i elegancko ubrana. Weszłam do środka, zbadała mnie. Wszedł również lekarz i sprawdził co z moją nieszczęsną nogą. Była na szczęście tylko mocno skręcona. Wyszłam z chłopakami, zabrałam torbę i poszliśmy przed szpital, czekał tam oczywiście mój tata. Miał dziwną minę i spytał mnie o co chodzi, co się tam stało.
-Skręcona noga, dosyć mocno.- powiedziałam.
W pewnym momencie zachciało mi się śmiać, z mojej 'lekkiej' niezdarności. Pojechaliśmy do domu, tato odwiózł chłopaków i nawet im podziękował za opiekę nade mną.
-Dziękuje kochani, nawet nie wiecie jak dużo pomogliście, bez was nawet bym z tamtąd nie wyszła.
-Nie ma za co.- odparł Leon, uśmiechając się swoimi słodkimi dołeczkami.
*************
Tato wniósł mnie na górę, po czym poszedł. Pocałował mnie w czoło i powiedział, że mocno mnie kocha. Uśmiechnęłam się. Jakoś zdołałam się umyć i przebrać w pidżamę. Włączyłam laptopa i przejrzałam facebook'a, na którym powiadomiłam Kate i Camile o skręconej nodze i głupiej przygodzie. Chwile leżałam z ciepłą herbatką, którą zrobił mi tatuś i myślałam, o różnych sprawach. Na przykład o Leonie, który był opiekuńczy i kochany, ale nie wiedziałam o nim prawie nic[..] Postanowiłam się dowiedzieć.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Rozdział 4
Weszłam do domu szczęśliwa. Tato zapytał się mnie, kim był widziany przez niego chłopak.
-Leon.- odparłam.
-Leon mówisz? czy to chłopiec z twojej szkoły?- wyglądał na poważnego, mówiąc to.
-Taa..-odpowiedziałam jakoś niepewnie.
Nagle nastąpiła cisza.. Wreszcie tato powiedział:
-No dobra, leć się myć, jutro kolejny dzień w szkole.
Nic nie mówiąc, popędziłam na górę, zastanawiając się, dlaczego tato zapytał o Leona z taką powagą. Hmm..no nie wiem sama. Weszłam do pokoiku, odłożyłam torbę i otworzyłam laptopa. Sprawdziłam kilka wiadomości, a było ich sporo. Zwłaszcza od moich przyjaciółek, od Kate i od Camili. Tęskniłam za nimi bardzo, one pewnie też za mną, bo było spoooro tych wiadomości. Zalogowałam się na skype'a i szybko połączyłam się z nimi na video rozmowie.
-Heeej!-krzyknęła Camila.
-Cześć kochane.- rzekłam.
-Nie wiesz jak za Tobą tęsknimy!- powiedziała Kate ze smutkiem.
-Oh dobrze wiem jak bardzo, bo ja za Wami też mega tęsknie! Ale odwiedzicie mnie tutaj na wakacjach..prawda?- mówiłam ciurkiem.
-No pewnie, jak mi rodzice pozwolą..- mówiła Kate.
-Odwiedzimy Rose, ale jeszcze 2 tygodnie.- powiedziała Cami.
Zaczęłam mówić im, że to naprawdę szybko zleci, żeby nie zaczęły mi się tu rozklejać zaraz. Bo ja wsumie też już miałam łzy w oczach. Gadałyśmy chyba do 3 w nocy, był to zły pomysł, ale nie mogłam im odmówić..
Dryyyyyyyyyń!!..był to za głośno nastawiony budzik. Byłam kompletnie nie wyspana, a musiałam iść do szkoły. Więc jakoś się zebrałam, szybko się umyłam, przebrałam, pomalowałam. Zajęło mi to jakoś 20 min, zeszłam na dół, do ręki chwyciłam jednego jeszcze ciepłego tosta z serem. Parząc sobie przy tym język, tak wiem, mądrze. Tato zawiózł mnie do szkoły, do której ledwo zdążyłam. Weszłam na przyrodę, miałam ją pierwszą. Usiadłam szybko koło Leona, myśląc, że nauczycielka nie widziała mojego spoźnienia..Przynajmniej udawała, że nie widziała i przymknęła na to oko. Odwróciłam się do Leona, mówiąc..
-Heej.
-Czeeść, co się stało, później wstałaś? - zapytał.
-Tsaa. - odparłam, biorąc oddech.
-Gadałam do późna z przyjaciółkami, co było głupie, ale kocham je bardzo.- mówiłam.
Zaśmiał się słodko, widać było mu dołeczki, które według mnie były urocze u chłopaka. Lekcje mijały szybko i spoko, lecz nie ten pechowy wf..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
-Leon.- odparłam.
-Leon mówisz? czy to chłopiec z twojej szkoły?- wyglądał na poważnego, mówiąc to.
-Taa..-odpowiedziałam jakoś niepewnie.
Nagle nastąpiła cisza.. Wreszcie tato powiedział:
-No dobra, leć się myć, jutro kolejny dzień w szkole.
Nic nie mówiąc, popędziłam na górę, zastanawiając się, dlaczego tato zapytał o Leona z taką powagą. Hmm..no nie wiem sama. Weszłam do pokoiku, odłożyłam torbę i otworzyłam laptopa. Sprawdziłam kilka wiadomości, a było ich sporo. Zwłaszcza od moich przyjaciółek, od Kate i od Camili. Tęskniłam za nimi bardzo, one pewnie też za mną, bo było spoooro tych wiadomości. Zalogowałam się na skype'a i szybko połączyłam się z nimi na video rozmowie.
-Heeej!-krzyknęła Camila.
-Cześć kochane.- rzekłam.
-Nie wiesz jak za Tobą tęsknimy!- powiedziała Kate ze smutkiem.
-Oh dobrze wiem jak bardzo, bo ja za Wami też mega tęsknie! Ale odwiedzicie mnie tutaj na wakacjach..prawda?- mówiłam ciurkiem.
-No pewnie, jak mi rodzice pozwolą..- mówiła Kate.
-Odwiedzimy Rose, ale jeszcze 2 tygodnie.- powiedziała Cami.
Zaczęłam mówić im, że to naprawdę szybko zleci, żeby nie zaczęły mi się tu rozklejać zaraz. Bo ja wsumie też już miałam łzy w oczach. Gadałyśmy chyba do 3 w nocy, był to zły pomysł, ale nie mogłam im odmówić..
Dryyyyyyyyyń!!..był to za głośno nastawiony budzik. Byłam kompletnie nie wyspana, a musiałam iść do szkoły. Więc jakoś się zebrałam, szybko się umyłam, przebrałam, pomalowałam. Zajęło mi to jakoś 20 min, zeszłam na dół, do ręki chwyciłam jednego jeszcze ciepłego tosta z serem. Parząc sobie przy tym język, tak wiem, mądrze. Tato zawiózł mnie do szkoły, do której ledwo zdążyłam. Weszłam na przyrodę, miałam ją pierwszą. Usiadłam szybko koło Leona, myśląc, że nauczycielka nie widziała mojego spoźnienia..Przynajmniej udawała, że nie widziała i przymknęła na to oko. Odwróciłam się do Leona, mówiąc..
-Heej.
-Czeeść, co się stało, później wstałaś? - zapytał.
-Tsaa. - odparłam, biorąc oddech.
-Gadałam do późna z przyjaciółkami, co było głupie, ale kocham je bardzo.- mówiłam.
Zaśmiał się słodko, widać było mu dołeczki, które według mnie były urocze u chłopaka. Lekcje mijały szybko i spoko, lecz nie ten pechowy wf..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
sobota, 7 czerwca 2014
Rozdział 3
Ruszyliśmy z tatem do domu, po drodze oglądałam dzielnice, bo ostatnio jechaliśmy przez nią wieczorem i nic nie było widać, a teraz tak. Nagle i tak jakoś szybko tato zapytał:
-Może wstąpimy tutaj, na jakieś zakupy czy coś? -Było to miłe, ale bardzo się zdziwiłam, że akurat się o to zapytał, ucieszyłam się, bo być może kupiłabym coś na spotkanie z Leonem. Zostało nam 10 minut do bardzo fajnej galerii w samym centrum, zdążyłam sobie zapisać numer niedawno poznanego chłopaka. Wyszliśmy z samochodu i powędrowaliśmy do bliskiej galerii. Była duża i napewno były tam cudowne i niespotykane ubrania. Ucieszyłam się, gdy weszliśmy do środka, bo szłam z nadzieją, że coś kupię. Poszłam do pierwszego sklepu, by pooglądać koronkową sukienkę, która podobała mi się, co było dziwne. Zmierzyłam ją i poprosiłam ojca o rade.
-I jak na mnie leży?- zapytałam.
Tato popatrzył na mnie ze zdziwieniem i odparł :
-Nieziemsko Rose!
Zaśmiałam się, zasuwając zasłonę od przymierzalni. Następnie wzięłam sukienke do kasy i zapłaciłam, oczywiście za pieniądze taty, który powiedział, że on stawia mi te zakupy.
Postanowiłam, że wstąpie do sklepu z butami i kupię sobie nowe vans'y, były to takie fioletowo-różowe, bardzo mi sie podobały, więc zapytałam taty, czy mi je weźmie. Zgodził się od razu. Pytałam, bo nie chciałam być taką rozpieszczoną dziewczynką, która ma wszystko, czego zapragnie. Kupiłam jeszcze kilka bluzek, legginsy i krótkie spodenki w duże kropki. Zakupy były udane, byłam szczęśliwa, że mogłam iść na nie z tatą. Wróciliśmy do domu z dobrym humorem, poszłam na górę do pokoju, zabierając kupione rzeczy. Poszłam od razu się odświeżyć prysznicem i założyłam na siebie bieliznę, a następnie nową lekką miętową bluzkę, do tego nowe szorty i vans'y. Bluzy nie brałam, bo wydawało mi się ciepło. Zobaczyłam na godzinę, miałam jeszcze 15 minut na dojście do baru mlecznego, bo byłam tam umówiona na 17. Powiedziałam tacie, że wychodzę i żeby się nie martwił i że wrócę przed 19. Zabrałam czarną torebkę ze sobą, wzięłam telefon, portfel, chusteczki i miętowe dropsy. Szłam podziwiając piękne West End. Podobało mi się naprawdę, wreszcie trafiłam do baru. Leon siedział przy czwartym stoliku i się uśmiechał, wołając mnie ręką.
-Tutaj Rose!-powiedział.
-Cześć, co tam?-zapytałam z radością.
Popatrzył się na mnie uważnie skupiając uwagę na moich podkręconych włosach.|
-Wszystko dobrze, a Ty mów, jak Ci się tu mieszka?
-Jest tu na serio pięknie, cieszę się z przeprowadzki.-odparłam, nie kłamiąc, bo byłam szczęśliwa i podekscytowana dzielnicą West End.
-Rose czego chcesz się napić?
-Chyba wezmę jagodowego shake'a. -powiedziałam.
-No to dwa shake'i dla nas. - powiedział Leon do kelnera.
Wypiliśmy, gadając, całkiem dobrze nam się gadało. Postanowiliśmy się jeszcze przejść, Leon chciał oprowadzić mnie bardziej po dzielnicy. Poszliśmy spokojnym tempem. Nagle zrobiło się zimno na podwórku i coraz ciemniej.
-Widzę, że Ci zimno, trzymaj!- powiedział, ubierając mi swoją bluzę. Było to takie słodkie z jego strony. Podziękowałam, patrząc mu się głęboko w oczy. Widziałam w nich szczęście i spokój, osobę, która mogła zmienić moje życie. Nagle zadzwonił mi telefon, był to tato. Mówił, abym już wróciła, więc kierowaliśmy się w stronę mojego osiedla.
-No cóż, dziękuje za miło spędzony wieczór.- odparł.
-To chyba ja powinnam podziękować Tobie, no dobra to ja muszę lecieć, sam widzisz, jak tato się niecierpliwi- zaśmialiśmy się oboje.
Pożegnaliśmy się lekkim przytuleniem, a po chwili już tylko było widać jego cień, znikający w otchłani ulicy.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
-Może wstąpimy tutaj, na jakieś zakupy czy coś? -Było to miłe, ale bardzo się zdziwiłam, że akurat się o to zapytał, ucieszyłam się, bo być może kupiłabym coś na spotkanie z Leonem. Zostało nam 10 minut do bardzo fajnej galerii w samym centrum, zdążyłam sobie zapisać numer niedawno poznanego chłopaka. Wyszliśmy z samochodu i powędrowaliśmy do bliskiej galerii. Była duża i napewno były tam cudowne i niespotykane ubrania. Ucieszyłam się, gdy weszliśmy do środka, bo szłam z nadzieją, że coś kupię. Poszłam do pierwszego sklepu, by pooglądać koronkową sukienkę, która podobała mi się, co było dziwne. Zmierzyłam ją i poprosiłam ojca o rade.
-I jak na mnie leży?- zapytałam.
Tato popatrzył na mnie ze zdziwieniem i odparł :
-Nieziemsko Rose!
Zaśmiałam się, zasuwając zasłonę od przymierzalni. Następnie wzięłam sukienke do kasy i zapłaciłam, oczywiście za pieniądze taty, który powiedział, że on stawia mi te zakupy.
Postanowiłam, że wstąpie do sklepu z butami i kupię sobie nowe vans'y, były to takie fioletowo-różowe, bardzo mi sie podobały, więc zapytałam taty, czy mi je weźmie. Zgodził się od razu. Pytałam, bo nie chciałam być taką rozpieszczoną dziewczynką, która ma wszystko, czego zapragnie. Kupiłam jeszcze kilka bluzek, legginsy i krótkie spodenki w duże kropki. Zakupy były udane, byłam szczęśliwa, że mogłam iść na nie z tatą. Wróciliśmy do domu z dobrym humorem, poszłam na górę do pokoju, zabierając kupione rzeczy. Poszłam od razu się odświeżyć prysznicem i założyłam na siebie bieliznę, a następnie nową lekką miętową bluzkę, do tego nowe szorty i vans'y. Bluzy nie brałam, bo wydawało mi się ciepło. Zobaczyłam na godzinę, miałam jeszcze 15 minut na dojście do baru mlecznego, bo byłam tam umówiona na 17. Powiedziałam tacie, że wychodzę i żeby się nie martwił i że wrócę przed 19. Zabrałam czarną torebkę ze sobą, wzięłam telefon, portfel, chusteczki i miętowe dropsy. Szłam podziwiając piękne West End. Podobało mi się naprawdę, wreszcie trafiłam do baru. Leon siedział przy czwartym stoliku i się uśmiechał, wołając mnie ręką.
-Tutaj Rose!-powiedział.
-Cześć, co tam?-zapytałam z radością.
Popatrzył się na mnie uważnie skupiając uwagę na moich podkręconych włosach.|
-Wszystko dobrze, a Ty mów, jak Ci się tu mieszka?
-Jest tu na serio pięknie, cieszę się z przeprowadzki.-odparłam, nie kłamiąc, bo byłam szczęśliwa i podekscytowana dzielnicą West End.
-Rose czego chcesz się napić?
-Chyba wezmę jagodowego shake'a. -powiedziałam.
-No to dwa shake'i dla nas. - powiedział Leon do kelnera.
Wypiliśmy, gadając, całkiem dobrze nam się gadało. Postanowiliśmy się jeszcze przejść, Leon chciał oprowadzić mnie bardziej po dzielnicy. Poszliśmy spokojnym tempem. Nagle zrobiło się zimno na podwórku i coraz ciemniej.
-Widzę, że Ci zimno, trzymaj!- powiedział, ubierając mi swoją bluzę. Było to takie słodkie z jego strony. Podziękowałam, patrząc mu się głęboko w oczy. Widziałam w nich szczęście i spokój, osobę, która mogła zmienić moje życie. Nagle zadzwonił mi telefon, był to tato. Mówił, abym już wróciła, więc kierowaliśmy się w stronę mojego osiedla.
-No cóż, dziękuje za miło spędzony wieczór.- odparł.
-To chyba ja powinnam podziękować Tobie, no dobra to ja muszę lecieć, sam widzisz, jak tato się niecierpliwi- zaśmialiśmy się oboje.
Pożegnaliśmy się lekkim przytuleniem, a po chwili już tylko było widać jego cień, znikający w otchłani ulicy.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Rozdział 2
Gdy wstałam rano zegarek pokazywał godzine 6:53, szybko się zerwałam i pomyślałam, że dzisiaj mój pierwszy dzień w nowej szkole. Więc wzięłam białą bluzkę, była to taka ładna baskinka..-chciałam wyglądać w pierwszy dzień, bardziej schludnie. Zabrałam również bieliznę i spodnie, czarne rurki. Poszłam do łazienki, umyłam zęby i się przebrałam, a włosy uczesałam w luźnego kłosa.- myślę, że dobrze wyglądałam, chociaż nie lubię takiego stylu czesania. Pomalowałam sie, lekko podkręcając rzęsy. Po chwili już zeszłam na dół do taty. Na stole widniały piękne kanapki z pomidorkiem i jajecznica, obok sok pomarańczowy, który uwielbiałam. Powiedziałam:
-Ojej tato, to dla mnie?dziękuje.-śmiejąc się.
-No tak, jedz bo wystygnie, smacznego!
-No ok, już, już.-odparłam.
Zjadłam moje przepyszne śniadanie, po czym spojrzałam na godzinę, była 7:30, więc krzyknęłam do taty.
-Chyba pora do szkoły,co?
-Tak, weź plecak i Cię odwiozę.-powiedział z uśmiechem.
Zabrałam więc rzeczy, mój czarny plecak w palmy, a na nogi włożyłam białe convers'y. Tato popatrzył na mnie i szeroko się uśmiechnął - widocznie lubił mój styl. Zeszliśmy szybko przed dom..wsiadłam do auta i zapięłam pasy. Tato siadł za kierownicę i ruszyliśmy. Byłam gotowa na wszystko, pierwszy dzień w szkole - zawsze najtrudniejszy. Godzina 7:52 - byliśmy pod moją nową szkołą. Brzuch aż mnie bolał, byłam zestresowana i nogi mi drżały. Tato odprowadził mnie do pana Dyrektora i powiedział, że jestem nowa, podpisał kilka papierów i wymienił z dyrektorem kilka słów. Gdy nagle..zadzwonił dzwonek, a ja pomknęłam za panem, a mój tato powiedział tylko:
-Trzymaj się Rosi (lubił tak na mnie mówić)
-Krzyknęłam nie dziękuje,pa!(bo podziękowanie niby przynosiło pecha)
Szłam za tym dyrektorem, nogi mi drżały bo zaraz zobaczę osoby, których kompletnie nie znam, zero przyjaciół, zero znajomych, kogokolwiek. Otworzył drzwi i weszliśmy. Byłam przerażona, ale nie dawałam tego po sobie poznać, klasa wydawała się spoko. W pierwszym rzędzie zauważyłam dwie dziewczyny, które się lekko do mnie uśmiechały, za nimi siedział chłopak o niebieskich oczach i blond włosach. Jego uśmiech był nieziemski. Reszta klasy też wydawała się dosyć miła..Pan dyrektor przerwał:
-Dzień dobry! a więc moi drodzy przedstawiam Wam nową uczennice tej klasy. Przedstaw się - odparł,popychając mnie lekko łokciem. Więc cóż, powiedziałam:
-Cześć, jestem Rose Carter, miło mi Was poznać.- uśmiechnęłam się do jasnowłosego chłopaka. Wskazano mi ławkę w której miałam usiąść, a było to miejsce właśnie koło niego. Więc usiadłam i rozpakowałam książki, oraz piórnik i zeszyty. Usłyszałam sympatyczny głos od drugiej strony..:
-Cześć, jak się masz Rose? jestem Leon, jesteś tu nowa prawda?- powiedział miły blondyn.
-Hej, tak jestem Rose, jestem tu nowa, w dzielnicy jak i w szkole. Miło mi Cię poznać Leon.. Musieliśmy przerwać rozmowe, gdyż nauczyciel od matmy zaczął coś tłumaczyć. Było to jakieś równania, nie wiem, jakim bądź razie nudne i dosyć proste. Reszta lekcji mijała szybko i przyjemnie. Po lekcjach pożegnałam się z klasą, a Leon poszedł odprowadzić mnie do drzwi wyjściowych. Umówiliśmy się na shake'a w mlecznym barze, byłam zadowolona. Popędziłam do taty, który czekał już na mnie pod szkołą, od razu z pytaniem :
-Jak pierwszy dzień w szkole mała?
-A całkiem dobrze tato, nie myślałam, że będzie aż tak fajnie.
Naprawdę myślałam, że będzie gorzej, że nikogo nie poznam, że z nikim się nie zaprzyjaźnię.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
-Ojej tato, to dla mnie?dziękuje.-śmiejąc się.
-No tak, jedz bo wystygnie, smacznego!
-No ok, już, już.-odparłam.
Zjadłam moje przepyszne śniadanie, po czym spojrzałam na godzinę, była 7:30, więc krzyknęłam do taty.
-Chyba pora do szkoły,co?
-Tak, weź plecak i Cię odwiozę.-powiedział z uśmiechem.
Zabrałam więc rzeczy, mój czarny plecak w palmy, a na nogi włożyłam białe convers'y. Tato popatrzył na mnie i szeroko się uśmiechnął - widocznie lubił mój styl. Zeszliśmy szybko przed dom..wsiadłam do auta i zapięłam pasy. Tato siadł za kierownicę i ruszyliśmy. Byłam gotowa na wszystko, pierwszy dzień w szkole - zawsze najtrudniejszy. Godzina 7:52 - byliśmy pod moją nową szkołą. Brzuch aż mnie bolał, byłam zestresowana i nogi mi drżały. Tato odprowadził mnie do pana Dyrektora i powiedział, że jestem nowa, podpisał kilka papierów i wymienił z dyrektorem kilka słów. Gdy nagle..zadzwonił dzwonek, a ja pomknęłam za panem, a mój tato powiedział tylko:
-Trzymaj się Rosi (lubił tak na mnie mówić)
-Krzyknęłam nie dziękuje,pa!(bo podziękowanie niby przynosiło pecha)
Szłam za tym dyrektorem, nogi mi drżały bo zaraz zobaczę osoby, których kompletnie nie znam, zero przyjaciół, zero znajomych, kogokolwiek. Otworzył drzwi i weszliśmy. Byłam przerażona, ale nie dawałam tego po sobie poznać, klasa wydawała się spoko. W pierwszym rzędzie zauważyłam dwie dziewczyny, które się lekko do mnie uśmiechały, za nimi siedział chłopak o niebieskich oczach i blond włosach. Jego uśmiech był nieziemski. Reszta klasy też wydawała się dosyć miła..Pan dyrektor przerwał:
-Dzień dobry! a więc moi drodzy przedstawiam Wam nową uczennice tej klasy. Przedstaw się - odparł,popychając mnie lekko łokciem. Więc cóż, powiedziałam:
-Cześć, jestem Rose Carter, miło mi Was poznać.- uśmiechnęłam się do jasnowłosego chłopaka. Wskazano mi ławkę w której miałam usiąść, a było to miejsce właśnie koło niego. Więc usiadłam i rozpakowałam książki, oraz piórnik i zeszyty. Usłyszałam sympatyczny głos od drugiej strony..:
-Cześć, jak się masz Rose? jestem Leon, jesteś tu nowa prawda?- powiedział miły blondyn.
-Hej, tak jestem Rose, jestem tu nowa, w dzielnicy jak i w szkole. Miło mi Cię poznać Leon.. Musieliśmy przerwać rozmowe, gdyż nauczyciel od matmy zaczął coś tłumaczyć. Było to jakieś równania, nie wiem, jakim bądź razie nudne i dosyć proste. Reszta lekcji mijała szybko i przyjemnie. Po lekcjach pożegnałam się z klasą, a Leon poszedł odprowadzić mnie do drzwi wyjściowych. Umówiliśmy się na shake'a w mlecznym barze, byłam zadowolona. Popędziłam do taty, który czekał już na mnie pod szkołą, od razu z pytaniem :
-Jak pierwszy dzień w szkole mała?
-A całkiem dobrze tato, nie myślałam, że będzie aż tak fajnie.
Naprawdę myślałam, że będzie gorzej, że nikogo nie poznam, że z nikim się nie zaprzyjaźnię.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Rozdział 1
Był już prawie wieczór, kiedy dojechałam z tatem do miasteczka, w którym miałam mieszkać. Wprawdzie jak jechaliśmy to miasteczko wydawało się naprawde ładne. Czułam się dziwnie, bo w końcu, nowa szkoła, nowi przyjaciele, a ja nie znałam tam kompletnie nikogo. Mogłam tylko utrzymywać kontakty z moimi przyjaciółkami, które mieszkały naprawde daleko. W końcu przeprowadziłam się z tatem do Londynu, a dokładnie West End. Była to pełna energii dzielnica. A wracając do przeprowadzki, jechaliśmy bardzo długo, niby rozmowa trwała, ale czasem była ogromna cisza..Było to naprawde krępujące. W głębi serca tęskniłam za moją mamą, ale nie wiem czy ona za mną..tato ciągle pytał czy dobrze się czuję.
-Rose kochanie, jeszcze lada chwila i będziemy na miejscu!..-odpowiedział z uśmiechem.
-Okej.-również próbowałam odwzajemnić uśmiech.
Nastąpiła znowu cisza[...] Ale na szczęście, tylko skręt w prawo i byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu, miałam na sobie czarną koronkową bluzkę, krótkie wytarte szorty i czarne trampki. Włosy ciemne, opadały mi na oczy. Szara bluza zaczęła moknąć w kroplach deszczu. Wyjęłam słuchawki z uszu i poszłam, aby otworzyć bagażnik. Lecz tato już to zrobił i wyjął z tamtąd moje bagaże. Miałam dwie duże walizki i plecak w stylu vintage. Ponieważ jutro miała przyjechać reszta naszych rzeczy, w wielkim samochodzie. Weszliśmy po pięciu schodkach do domu i tato otworzył mi drzwi, powiedziałam:
-Dzięki tatuś- dodając ukradkiem mały uśmiech.
Zaśmiał się cicho i powiedział:
-Właź mała.
No więc weszłam, dom był cudowny, urządzony nowocześnie jak na tate. Oczywiście nie wątpiłam w niego, kochałam go. Po chwili:
-I jak? podoba się?-zapytał.
-Jest cudownie, mogę teraz iść rozpakować walizki?
-Jasne złotko, daj te walizki i leć na górę.-uśmiechnął się.
Poszłam szybkim krokiem po schodach i otworzyłam drzwi..był cudowny, tak mi się podobał. Marzyłam o takim pokoju. Kolory ścian miały pastelowy róż, biurko było białe, miałam też własną toaletkę do makijażu.
Wskoczyłam tacie na szyje i powiedziałam:
-Dziękuje Ci, bardzo!jesteś mega kochany.-wręcz krzyknęłam.
-Nie ma za co księżniczko, mam Ciebie jedyną i chcę zrobić wszystko abyś czuła się szczęśliwa.-odparł.
-Ojej!- uśmiechnęłam się jeszcze raz i wtuliłam się w niego. Następnie odparłam:
-Tato, wiesz co? jestem zmęczona pójdę się umyć i postaram się zasnąć..- Bo zazwyczaj pierwsza noc jest taka, że nie mogę spać.
Odpowiedział mi:
-Jasne to idź, tam masz łazienke.
Wzięłam pidżamę,szampon, żel pod prysznic, szczoteczkę do zębów i do włosów. Weszłam do łazienki, rozczesałam włosy, a następnie związałam w koka. Położyłam na półeczce szampon i żel. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod kabinę prysznicową, Umyłam się, ubrałam w pidżamę, umyłam zęby dokładnie, ponieważ noszę aparat-nie znoszę go, ale cóż. Wyszłam z łazienki i pościeliłam łóżko, jeszcze zdążyłam sprawdzić na telefonie facebook'a. Po chwili położyłam się spać..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
-Rose kochanie, jeszcze lada chwila i będziemy na miejscu!..-odpowiedział z uśmiechem.
-Okej.-również próbowałam odwzajemnić uśmiech.
Nastąpiła znowu cisza[...] Ale na szczęście, tylko skręt w prawo i byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu, miałam na sobie czarną koronkową bluzkę, krótkie wytarte szorty i czarne trampki. Włosy ciemne, opadały mi na oczy. Szara bluza zaczęła moknąć w kroplach deszczu. Wyjęłam słuchawki z uszu i poszłam, aby otworzyć bagażnik. Lecz tato już to zrobił i wyjął z tamtąd moje bagaże. Miałam dwie duże walizki i plecak w stylu vintage. Ponieważ jutro miała przyjechać reszta naszych rzeczy, w wielkim samochodzie. Weszliśmy po pięciu schodkach do domu i tato otworzył mi drzwi, powiedziałam:
-Dzięki tatuś- dodając ukradkiem mały uśmiech.
Zaśmiał się cicho i powiedział:
-Właź mała.
No więc weszłam, dom był cudowny, urządzony nowocześnie jak na tate. Oczywiście nie wątpiłam w niego, kochałam go. Po chwili:
-I jak? podoba się?-zapytał.
-Jest cudownie, mogę teraz iść rozpakować walizki?
-Jasne złotko, daj te walizki i leć na górę.-uśmiechnął się.
Poszłam szybkim krokiem po schodach i otworzyłam drzwi..był cudowny, tak mi się podobał. Marzyłam o takim pokoju. Kolory ścian miały pastelowy róż, biurko było białe, miałam też własną toaletkę do makijażu.
Wskoczyłam tacie na szyje i powiedziałam:
-Dziękuje Ci, bardzo!jesteś mega kochany.-wręcz krzyknęłam.
-Nie ma za co księżniczko, mam Ciebie jedyną i chcę zrobić wszystko abyś czuła się szczęśliwa.-odparł.
-Ojej!- uśmiechnęłam się jeszcze raz i wtuliłam się w niego. Następnie odparłam:
-Tato, wiesz co? jestem zmęczona pójdę się umyć i postaram się zasnąć..- Bo zazwyczaj pierwsza noc jest taka, że nie mogę spać.
Odpowiedział mi:
-Jasne to idź, tam masz łazienke.
Wzięłam pidżamę,szampon, żel pod prysznic, szczoteczkę do zębów i do włosów. Weszłam do łazienki, rozczesałam włosy, a następnie związałam w koka. Położyłam na półeczce szampon i żel. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod kabinę prysznicową, Umyłam się, ubrałam w pidżamę, umyłam zęby dokładnie, ponieważ noszę aparat-nie znoszę go, ale cóż. Wyszłam z łazienki i pościeliłam łóżko, jeszcze zdążyłam sprawdzić na telefonie facebook'a. Po chwili położyłam się spać..
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Powitanie:)
Cześć Wam!:)
No więc pare słów o mnie, jestem Madzia, mam 13 lat. Interesuję się rysowaniem/szkicowaniem, muzyką i językami obcymi. Od długiego czasu myślałam nad założeniem bloga, ale o czym? Pomyślałam i postanowiłam, że będą to opowiadania typu fanfiction. Chcę w opowiadaniach przekazywać to co czuję. Chcę przekazywać emocje przez bohaterkę Rose. Żeby czytający, czuli jej problemy, smutki i radości. Zobaczymy jak będzie:)
No więc pare słów o mnie, jestem Madzia, mam 13 lat. Interesuję się rysowaniem/szkicowaniem, muzyką i językami obcymi. Od długiego czasu myślałam nad założeniem bloga, ale o czym? Pomyślałam i postanowiłam, że będą to opowiadania typu fanfiction. Chcę w opowiadaniach przekazywać to co czuję. Chcę przekazywać emocje przez bohaterkę Rose. Żeby czytający, czuli jej problemy, smutki i radości. Zobaczymy jak będzie:)
Zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga xx
Madzia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.gif)
.gif)
.gif)
.jpg)
.gif)
.gif)
.gif)
.gif)
.jpg)
.gif)

.jpg)
.jpg)