Ruszyliśmy z tatem do domu, po drodze oglądałam dzielnice, bo ostatnio jechaliśmy przez nią wieczorem i nic nie było widać, a teraz tak. Nagle i tak jakoś szybko tato zapytał:
-Może wstąpimy tutaj, na jakieś zakupy czy coś? -Było to miłe, ale bardzo się zdziwiłam, że akurat się o to zapytał, ucieszyłam się, bo być może kupiłabym coś na spotkanie z Leonem. Zostało nam 10 minut do bardzo fajnej galerii w samym centrum, zdążyłam sobie zapisać numer niedawno poznanego chłopaka. Wyszliśmy z samochodu i powędrowaliśmy do bliskiej galerii. Była duża i napewno były tam cudowne i niespotykane ubrania. Ucieszyłam się, gdy weszliśmy do środka, bo szłam z nadzieją, że coś kupię. Poszłam do pierwszego sklepu, by pooglądać koronkową sukienkę, która podobała mi się, co było dziwne. Zmierzyłam ją i poprosiłam ojca o rade.
-I jak na mnie leży?- zapytałam.
Tato popatrzył na mnie ze zdziwieniem i odparł :
-Nieziemsko Rose!
Zaśmiałam się, zasuwając zasłonę od przymierzalni. Następnie wzięłam sukienke do kasy i zapłaciłam, oczywiście za pieniądze taty, który powiedział, że on stawia mi te zakupy.
Postanowiłam, że wstąpie do sklepu z butami i kupię sobie nowe vans'y, były to takie fioletowo-różowe, bardzo mi sie podobały, więc zapytałam taty, czy mi je weźmie. Zgodził się od razu. Pytałam, bo nie chciałam być taką rozpieszczoną dziewczynką, która ma wszystko, czego zapragnie. Kupiłam jeszcze kilka bluzek, legginsy i krótkie spodenki w duże kropki. Zakupy były udane, byłam szczęśliwa, że mogłam iść na nie z tatą. Wróciliśmy do domu z dobrym humorem, poszłam na górę do pokoju, zabierając kupione rzeczy. Poszłam od razu się odświeżyć prysznicem i założyłam na siebie bieliznę, a następnie nową lekką miętową bluzkę, do tego nowe szorty i vans'y. Bluzy nie brałam, bo wydawało mi się ciepło. Zobaczyłam na godzinę, miałam jeszcze 15 minut na dojście do baru mlecznego, bo byłam tam umówiona na 17. Powiedziałam tacie, że wychodzę i żeby się nie martwił i że wrócę przed 19. Zabrałam czarną torebkę ze sobą, wzięłam telefon, portfel, chusteczki i miętowe dropsy. Szłam podziwiając piękne West End. Podobało mi się naprawdę, wreszcie trafiłam do baru. Leon siedział przy czwartym stoliku i się uśmiechał, wołając mnie ręką.
-Tutaj Rose!-powiedział.
-Cześć, co tam?-zapytałam z radością.
Popatrzył się na mnie uważnie skupiając uwagę na moich podkręconych włosach.|
-Wszystko dobrze, a Ty mów, jak Ci się tu mieszka?
-Jest tu na serio pięknie, cieszę się z przeprowadzki.-odparłam, nie kłamiąc, bo byłam szczęśliwa i podekscytowana dzielnicą West End.
-Rose czego chcesz się napić?
-Chyba wezmę jagodowego shake'a. -powiedziałam.
-No to dwa shake'i dla nas. - powiedział Leon do kelnera.
Wypiliśmy, gadając, całkiem dobrze nam się gadało. Postanowiliśmy się jeszcze przejść, Leon chciał oprowadzić mnie bardziej po dzielnicy. Poszliśmy spokojnym tempem. Nagle zrobiło się zimno na podwórku i coraz ciemniej.
-Widzę, że Ci zimno, trzymaj!- powiedział, ubierając mi swoją bluzę. Było to takie słodkie z jego strony. Podziękowałam, patrząc mu się głęboko w oczy. Widziałam w nich szczęście i spokój, osobę, która mogła zmienić moje życie. Nagle zadzwonił mi telefon, był to tato. Mówił, abym już wróciła, więc kierowaliśmy się w stronę mojego osiedla.
-No cóż, dziękuje za miło spędzony wieczór.- odparł.
-To chyba ja powinnam podziękować Tobie, no dobra to ja muszę lecieć, sam widzisz, jak tato się niecierpliwi- zaśmialiśmy się oboje.
Pożegnaliśmy się lekkim przytuleniem, a po chwili już tylko było widać jego cień, znikający w otchłani ulicy.
*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz