muza

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 8

                          Byłam wtulona w niego dobre dwie minuty. Naprawdę cieszyłam się, że go mam. To co przeżył to okropne, a w części go rozumiem. W końcu miałam podobnie. Leon- zasługiwał na szacunek, szczęście i miłość. To straszne dla mnie, że jego tato nie utrzymuje z nim, ani z jego mamą kontaktu. Uwielbiam Leona naprawdę, to chłopak, który ma w sobie spokój i ciepło. Gdy go przy mnie nie ma, lub długo nie rozmawiamy czuję się dziwnie. Czuję pustkę. Siedzieliśmy tam razem, kelnerka przyniosła nam pizze. Zjedliśmy ją. Popijaliśmy cole, gadając. Gadaliśmy o przyjemnych rzeczach, aby zapomnieć o tym. Byłam szczęśliwa, miło spędzałam dzień. Zrobiło się troszkę ciemniej, a my wyszliśmy z pizzerii. West End, wygląda cudownie wieczorem, wszystkie sklepy są otwarte przez całą noc, kluby, puby itd. Podoba mi się takie życie. Szliśmy, słuchając muzyki, dobiegającej z samego centrum. Wokół nas latały bańki mydlane, czułam się jak w bajce. Jakby Leon był moim księciem, a ja księżniczką, choć wcale na nią nie wyglądałam. Ubiorem może tak, ale zachowaniem absolutnie.
-Chcesz watę cukrową?- zapytał Leon, śmiejąc się.
-Tak,tak! uwielbiam ją, tak bardzo przypomina mi moje szczęśliwe dzieciństwo.- rzekłam.
Kupił mi różową watę cukrową. Podając ją, uśmiechnął się szeroko.
-Dziękuje.- odpowiedziałam.
Chodziliśmy po dzielnicy, dopóki się nam nie znudziło. Przechodził koło nas pan sprzedający róże. Odwróciłam głowe, aby spojrzeć na telefon, która godzina. Gdy się odwróciłam w stronę słodkiego blondyna, miałam przed sobą cudowny bukiecik róż. Był przepiękny, jeszcze nigdy nie dostałam od chłopaka, przyjaciela, takiego bukieciku. Oprócz oczywiście mojego taty, który na każdy dzień kobiet kupował mi tulipany.
-Jeju, są cudowne!- powiedziałam.
-Tak jak Ty.- odpowiedział mi.
-Przestań, są cudowne, bo są od Ciebie.- mówiłam z uśmiechem.
-Prosto z serduszka, uwierz.- powiedział to, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. Czułam się wtedy wyjątkowa, jeszcze nigdy nikt dla się tak nie poświęcał.
Spacerowaliśmy troche, w końcu zwierzyłam się mu:
-Leon, posłuchaj. Spotkałam przedwczoraj dziewczynę o imieniu Ally, na drugie nazwisko ma Carter. Dobrze nam się gadało, była spoko, naprawdę. W domu coś mnie wzięło, żeby sprawdzić informacje na jej temat. Okazało się, wszystko na to wskazywało, że jest moją siostrą. Z początku w ogóle nie przyjmowałam takiej opcji do wiadomości, lecz po długich przemyśleniach doszłam do tego, że ona może nią być naprawdę.
-Naprawdę, ale sprawdziłaś wszystko?- zapytał z niedowierzaniem.
-Tak, tak jak powiedziałam.
Po długiej chwili ciszy odparł.
-Muszę Ci powiedzieć, kiedyś Ally była moją koleżanką, można powiedzieć, że przyjaciółką. Jest ona naprawdę dobrą osobą. Ale po tym jak przegrała ze mną w konkursie z angielskiego, nie odezwała się słowem. Próbowałem wiele razy, odzyskać jej przyjaźń. Lecz ona, w ogóle nie chciała mnie widzieć, jakby ją to tak bardzo uraziło. Nie wiem dlaczego, przecież to tylko zwykła olimpiada, ale dla niej chyba bardzo, bardzo ważna. Trudno, nie udało mi się odzyskać tej przyjaźni. Nie udało mi się. Była spoko koleżanką.
-Aha. Nie wiedziałam, w sumie skąd miałam wiedzieć. Dzięki, że mi powiedziałeś, zależy mi na szczerości.
Uśmiechnął się. Poszliśmy dalej, miał odprowadzić mnie pod dom. Szłam szczęśliwa, że mam taką osobę teraz, której mogę się zwierzyć, pogadać. Nigdy nie miałam takiej osoby, a szczególnie chłopaka.
Doszliśmy pod mój dom. Latarnie świeciły mocno, a niebo rozświetlały gwiazdy, księżyc był duży.
-Chyba dlatego taki duży księżyc, bo dzisiaj pełnia.- powiedziałam.
-No chyba tak. Wszystko na to wskazuję.- odpowiedział mi, po czym uśmiechnął się tak słodko.
Staliśmy chwilę w ciszy, lecz nagle zbliżył się do mnie. Więc ja też podeszłam bliżej. Położyłam swoje ręce na jego ramionach. Po czym zbliżyliśmy nasze głowy..tak pocałował mnie, pocałunek był cudowny. Przyznam, że nigdy się nie całowałam. Był to mój pierwszy pocałunek, ale idealny. Gwiazdy świeciły mocno, a my staliśmy na środku ulicy, przytuleni do siebie. Nagle odsunął głowę i zapytał mnie:
-Wszystko okej? Przepraszam, jeśli to tak za szybko.
-Nie, spokojnie wszystko dobrze. Dziękuje Tobie za ten wieczór i w ogóle. Jesteś naprawdę kochany, tak opiekujesz się mną. Nie wiem czy sobie na to zasłużyłam. Czasami, dobra, często Cię unikałam, byłam nie miła,a Ty? Ty zawsze byłeś dla mnie taki kochany.
-Dobra, zapomnijmy już o tym, darujmy sobie to. Ja też dziękuje Tobie, za ten wyjątkowy wieczór.- powiedział to, po czym lekko przytulił mnie do siebie.



                                        **************************************



Uśmiechnęłam się szeroko. Pożegnaliśmy się, a ja po chwili byłam już przed drzwiami od domu. Weszłam, a tam czekał tato, oczywiście z pytaniem.
-Rose! do mnie, szybko, już, już.- powiedział.
Ponieważ ja, szybko starałam się uciec na górę do mojego pokoju.
-Heej tato.- odparłam niepewnie.
Dziwnie popatrzył się na mnie i powiedział:
-No więc mów mi, gdzie byłaś? czyżby z Leonem?
-Tak, a jest jakiś problem?
-Nie. -odpowiedział krótko. Następnie zapytał. -Gdzie byliście?
-W pizzerii. Mogę już iść na górę?- odpowiedziałam.
Nie chciałam gadać z tatą dziś. Kocham go, ale nie chciałam być nie miła. Psuć mojego humoru, ponieważ często kłócę się z ludźmi. Byłam szczęśliwa i wniebowzięta. Czuję się taka wyjątkowa, gdy jestem z Leonem. Zapominam o moich wszystkich problemach. Tych z mamą, tych z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili, dosłownie o wszystkim.




*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz