muza

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 17

            Pewnie był w depresji, w ogóle nic nie zjadł. Podeszłam do niego i zdjęłam lekko jego ręce z twarzy.
-Nie bądź smutny, bo ja też będę. Nie potrafię patrzeć na Ciebie w takim kiepskim stanie, wiesz o tym dobrze. Ja Ciebie rozumiem, ale chociaż zrób to dla mnie, nie możesz być cały czas taki - powiedziałam, po czym usiadłam koło niego przy kuchennym barku.
-Wiem Rose, ale to trudne. Staram się jakoś przestać myśleć o tym, ale nie mogę - odpowiedział mi.
Dobrze o tym wiem, co przeżył, że trudny jest mu wstać po tym wszystkim, ale on po prostu nie może się tak zadręczać. Gdy coś mu się stało nie wybaczyłabym sobie tego. Wiem, że stracił mamę, trudno jest mu żyć, pewnie ma najgorsze myśli, ale ja byłam tą jedyną osobą, która mogła pomóc mu się jeszcze pozbierać.

                                                                          ***

Zaproponowałam, abyśmy wyszli się przewietrzyć. Leon zgodził się, więc tylko wzięłam na siebie szarą wytartą bluze i włożyłam bordowe vans'y. Dzisiaj było dosyć ciepło, ale wiał zimny wiatr, jak to przeważnie w Londynie. Czułam się dziwnie, źle, nie wiedziałam co powiedzieć,żeby nie pogorszyć sytuacji.
Szliśmy przed siebie w strone parku, tam gdzie kiedyś się spotykaliśmy. Zawsze czuje się niezręcznie jak występuje cisza między nami. Więc postanowiłam się odezwać:
-Hej Leon, chcesz może kawe, możemy iść tutaj, jest pyszna, co Ty na to?- powiedziałam, niepewnie patrząc się na niego.
-Okay - odrzekł mi, słychać było w tym taki uroczy angielski akcent.
Weszliśmy do kawiarenki 'Coffe & milk' i zasiedliśmy do pięknego białego stolika, panował tam cudowny wystrój, który bardzo mi się spodobał. Wszystko białe, a dodatki czyli, kwiaty, serwetki, poduszki na krzesłach były fioletowe.
Podeszłam do lady i wzięłam z niej menu. Usiedliśmy przy stoliku i zastanawialiśmy się, co wybierzemy. Po około pięciu minutach zdecydowałam się na shake'a jagodowego. Natomiast Leon wybrał dla siebie czarną kawę, bez mleka. Pewnie dlatego, że był w kiepskim humorze, dużo nie spał i był zmęczony, kawa miała postawić go na nogi.
Odezwał się po chwili:
-Rose, będziesz zawsze?- odparł, przełykając łyk gorzkiej kawy.
-Dla ciebie będę zawsze, okay - zapewniłam go.
Uśmiechnął się tylko, a następnie wyszliśmy z kawiarni.
Szliśmy przez naszą dzielnice, którą uwielbiałam. Gdy już doszliśmy do mojego domu, ja weszłam po pięciu małych schodkach i otworzyłam drzwi. Leon został przed domem, ponieważ nie chciałam, aby tato zaczął zaraz całe przesłuchanie. Leon nie był na to gotowy, nie mogłam dlatego tego zrobić.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka..
-Rose to ty? - zapytał męski głos taty.
-Tsa..- Idę teraz wziąć szybki prysznic, przebiore się i wychodzę.
Pobiegłam na górę, aby tato nie zdążył zadać pytania. Weszłam do mojego pokoju, otworzyłam szafke i wyciągnęłam z niej koronkową bielizne,czarne rurki, białą podkoszulke w ananasy oraz krótkie skarpetki czyli stopki. Otworzyłam drzwi do łazienki, rzeczy położyłam na toaletce i weszłam do środka. Ściągnęłam ubrania i wzięłam szybki, głęboki prysznic. Ubrałam na siebie bielizne, ciuchy i wyszłam z łazienki. Wzięłam w ręke białe convers'y i ruszyłam na dół.


                                                                         ***
-Jesteś głodna? może zjesz obiad, prawie nic już nie jadasz w domu - powiedział tato.
Ja naprawdę nie byłam głodna przez te kilka dni, nie mogłam jeść, jak Leon był w takim stanie. Jeszcze muszę opowiedzieć tacie o wszystkim co się stało, on o niczym nie wiedział. Naprawdę bardzo się bałam, nie lubię mówić o smutnych i nieprzyjemnych dla mnie i dla moich bliskich rzeczach.
Postanowiłam, że zrobię to dzisiaj, całkiem wieczorem.
Wyszliśmy z Leonem ode mnie i poszliśmy załatwić wszystko związane z pogrzebem. Musieliśmy, nie mieliśmy innego wyjścia. W końcu mama miała tylko jego. No i chyba mnie..




*Jeżeli podoba Ci się mój blog, to zapraszam do czytania i do komentowania. :)

1 komentarz: